This is First Om Templates Demo Site

7 grzechów e-sklepów



  6 listopada 2014    Etykiety: , 
Zakupy w sieci już dawno przestały być zjawiskiem wywołującym w ludziach uczucia z kategorii: Jestem taki światowy i nowoczesny. Właściwie trudno się dziwić. Sama coraz chętniej wybieram wieczorny przegląd oferty przy komputerze, z kieliszkiem wina, zamiast przebijania się przez tłumy, stania w kolejce do przymierzalni i powtarzania: Niestety ja tutaj nie pracuję, kiedy kolejna osoba zadaje mi pytanie na temat asortymentu sklepu (Czy tylko mi zdarza się to aż tak często?). Niech Was jednak nie zwiedzie myśl, że kupowanie przez internet to droga usłana różami. Większość sklepów niewątpliwie stara się by tak było, ale dobre chęci często przegrywają z brakiem dbałości o szczegóły.

Zdecydowanie najwięcej zarzucić można sklepom odzieżowym i kosmetycznym. Być może to kwestia częstotliwości odwiedzania przeze mnie tego typu miejsc, ale to właśnie podczas ich przeglądania, najczęściej rezygnuję z zakupów. Już jakiś czas temu planowałam zebrać wszystkie swoje konsumenckie gorzkie żale w tej sprawie i opublikować je tutaj. Będzie trochę marudzenia i problemów pierwszego świata, ale w słusznej sprawie, więc przymknijcie oko.


Mohito, PerhapsMe

1) Fatalna prezentacja produktu

Pewnie sądzicie, że na powyższym zdjęciu modelki eksponują czarną, skórzaną spódnicę oraz czarny sweter? Sama bym tak uznała. Wszystkie trzy dziewczęta prezentują jednak... bluzki (właściwie to w jednym przypadku koszulę). Czasem w takich sytuacjach dla dopełnienia komizmu, brakuje jeszcze dopisku: Resztę sobie dorysuj. Oczywiście rozumiem, że to stylizacja, że tak (chyba) modnie, że stylistka, że modelka, że w ogóle... fashion, ale skąd ja właściwie mam wiedzieć jak to ubranie wygląda w całości? Pół biedy, jeśli sklep (tak jak w przypadku środkowej koszulki) dołącza jeszcze zdjęcie samego ubrania (takiego, wiecie - bez modelki), ale w przypadku pierwszej i ostatniej stylizacji nie ma nic poza tym.

Jakiś czas temu uznałam, że gdy ubranie jest wciągnięte w inną część garderoby, zasłonięte, czy w ogóle stylizacyjnie (jest takie słowo?) przekombinowane, to prawdopodobniw źle leży. Czasem ciężko się dostosować do tej zasady i przejść obojętnie obok interesującego produktu, ale chyba nikt nie lubi ryzyka, gdy chodzi o marnowanie czasu i pieniędzy.

 

2) Brak dokładnych wymiarów

Zawsze trafiam na ten problem, gdy próbuję kupić kozaki. Mam bardzo szczupłe łydki, dlatego szukam czegoś z wąską cholewką. Przeczesałam dziesiątki sklepów z butami i na palcach jednej ręki byłabym w stanie zliczyć te, które miały podane dokładne wymiary - w tym szerokość cholewki. Niby szczegół, niby mogłabym kupić i zmierzyć w domu, ale wiedząc, że naprawdę niewiele kozaków dobrze wygląda na mojej nodze, na samą myśl o bawieniu się w odsyłanie i ponowne szukanie, trochę odechciewa się takiej zabawy. Buty to jedna z tych rzeczy, które najtrudniej dobrze dopasować przez internet, dlatego trochę dziwi fakt, że właściciele sklepów nie próbują tego klientowi ułatwić.


Zdjęcie po prawej: Golden Rose

3) Kolory na dopalaczach

Z jednej strony sama doskonale wiem, jak trudno jest czasem uchwycić na zdjęciu odcień jakiegoś kosmetyku czy ubrania i staram się wykrzesać z siebie trochę wyrozumiałości, ale z drugiej, gdy czasem patrzę na zdjęcia katalogowe i porównuję je z produktem, który mam w rękach, czuję się trochę jakby ktoś robił mnie w konia.

Przykład z ostatnich dni: kredka do ust (zdjęcie powyżej). Po prawej stronie kolor z katalogu produktów, po lewej z kolei moje prywatne (i tak nieco rozjaśnione) zdjęcie dokładnie tej samej kredki w dokładnie tym samym kolorze. Zgaszony róż zamiast soczystej brzoskwini to chyba dość spory rozstrzał kolorystyczny, nawet gdy uwzględnimy różnice w ustawieniach monitora.



Pretty Girl

4) Słabo rozbudowana wyszukiwarka

Jedną z kluczowych zalet zakupów w sieci jest oszczędność czasu. Trudno jednak ten czas oszczędzać, gdy trafiamy do sklepu w poszukiwaniu konkretnego rozmiaru, koloru, czy fasonu i zastajemy wyszukiwarkę, która nie pozwala na odfiltrowanie rzeczy, które nas nie interesują. Kiedy do przejrzenia mamy trzy lub cztery strony produktów, można to jakoś przełknąć, problem pojawia się, gdy jest ich trzydzieści. Niestety, najczęściej w takich przypadkach najprostszym rozwiązaniem jest zamknięcie karty.


Cropp

5) Oszczędzanie na modelkach

Jeśli sądzicie, że w dzisiejszych czasach nie ma już e-sklepów odzieżowych, które prezentację swoich produktów sprowadzają do zrobienia im zdjęcia na płasko, to zajrzyjcie chociażby do Croppa. Ubrania w tej pozycji wyglądają totalnie nieatrakcyjnie. Być może sklep zakłada, że grupie docelowej, do której dociera jest wszystko jedno, tego nie wiem. Sądzę jednak, że nawet gdybym ciągle miała te naście lat, bez głębszego zastanowienia wybrałabym konkurencję.

Kiedy pytałam na facebooku, jakie rzeczy Was zniechęcają do zakupów, wspominałyście również o prezentowaniu wszystkich ubrań na modelkach w jednym rozmiarze (zazwyczaj małym rozmiarze, dodajmy). I tu mam mały dylemat, bo z jednej strony rozumiem, że każdy chciałby zobaczyć jak układa się ubranie na kimś o podobnych proporcjach, z drugiej jednak mam świadomość jak duże koszty wygenerowałoby takie ułatwienie. Myślę, że niewiele sklepów mogłoby sobie na to pozwolić, dlatego w tej kwestii zbyt wiele wytykać nie będę - pozostawiam to Waszej ocenie.




6) Oferowanie wyprzedanych produktów

W tym temacie królową jest Sephora i jej wyprzedaże. Człowiek wchodzi, widzi produkt w świetnej cenie, czuje się jak rasowy łowca promocji i największy szczęściarz w promieniu pięciu kilometrów, ale wszystko kończy się wraz z wyświetleniem szczegółów. Najczęściej bowiem, zastajemy napis Zapas wyczerpany. Kiedyś myślałam: to przecież wyprzedaż - kosmetyki pewnie rozeszły się przed chwilą, więc nikt nie zdążył ich jeszcze usunąć. Po kilku dniach zajrzałam jednak ponownie i ponownie zastałam te same produkty (oczywiście nadal wyprzedane).

Reserved

7) Opisowa twórczość własna

Właściwie w wielu przypadkach zaliczyłabym ten punkt raczej do zabawnych, niż irytujących, ale uśmiech schodzi z twarzy, gdy faktycznie chcemy kupić dany produkt i nie wiemy, czy bardziej zaufać opisowi, czy zdjęciom. Jeszcze mniej przyjemnie jest, gdy zaufamy opisowi, zdjęciom, a okazuje się, że osoba opisująca widziała produkt wyłącznie na monitorze komputera i były to obrazki z kategorii tych z punktu trzeciego. To trochę jak ocenianie urody dziewczyny wyłącznie na podstawie zdjęcia profilowego na Facebooku.


Pomarudziłam za wszystkie czasy! Ktoś ma ochotę dorzucić coś jeszcze? Tylko wiecie, bez narzekania na niewiele znaczące drobiazgi ;)

About Paula | one little smile

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Maecenas euismod diam at commodo sagittis. Nam id molestie velit. Nunc id nisl tristique, dapibus tellus quis, dictum metus. Pellentesque id imperdiet est.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz