Radzenie sobie z jesiennym przesileniem sprawą łatwą nie jest, kiepski nastrój tylko czeka na moment, w którym będzie mógł zaatakować i rozłożyć nas na łopatki. Dlatego też dziś, po wczorajszym marudzącym wpisie pojawił się szatański pomysł na serię wpisów z kategorii "blogerka-nadczłowiek radzi, uczy, wychowuje". A tak bardziej poważnie: chodzi o moje sposoby (pół żartem, pół serio) na walkę z jesiennymi spadkami nastroju, formy, biorytmu, libido i wszystkich innych bardzo ważnych rzeczy.
Lekcja pierwsza to nic innego jak magiczne słowo FRYZJER. Zapisałam się na wizytę w poniedziałek w przypływie rozpaczy pod hasłem "moje włosy rosną zdecydowanie za szybko". Po wczorajszym spadku chęci do czegokolwiek miałam ochotę odwołać tę wizytę, ale jednak poszłam i to zdecydowanie była dobra decyzja. Wróciłam z głową lżejsza o dwie szufelki włosów, podsłuchaną dawką ploteczek pod hasłem "wie Pan, a moja znajoma..." (fryzjerzy powinni od niektórych klientek pobierać dodatkowe opłaty za psychoterapię, słowo daję) i przy tym z wyraźnie lepszym humorem.
Ale uwaga! Sposób ten działa tylko w przypadku, gdy macie swoich sprawdzonych, zaufanych fryzjerów, w przeciwnym razie taka wizyta może grozić topieniem smutków w słodyczach, potokiem łez, nienawiścią do świata (a już na pewno do fryzjerów) albo i nawet myślami samobójczymi, więc proszę to sobie poważnie przemyśleć moje drogie uczennice.
W piekarniku zaczyna pachnieć mój drugi sposób na chandrę, ale o nim na kolejnych lekcjach.
Zadanie domowe: Umów się wreszcie na tę długo odkładaną wizytę!





ja tydzień temu zaryzykowałam i obcięłam na boba ;) najpierw we wrześniu z takich przed biust do ledwo za ramiona, a teraz bob ;)
OdpowiedzUsuńkiedyś zafundowałam sobie podobną zmianę, tyle, że z włosów długich i teraz od czasu do czasu przychodzi mi do głowy myśl, żeby to powtórzyć ;)
Usuńhehe tak zdecydowanie potrzebny jest sprawdzony fryzjer :) inaczej efekt może być tragiczny :)
OdpowiedzUsuńja się boję fryzjerów :D
OdpowiedzUsuńJa jeszcze nie znalazłam fryzjerki, której bym zaufała w 100%. Dlatego rzadko ścinam włosy (raz na rok :D).
OdpowiedzUsuńMoje włosy są mniej więcej takiej długości jak Twoje, ale ja tam chcę mieć dłuższe :P Moim sprawdzonym sposobem na kiepski nastrój jest smaczna (i kaloryczna!) kawka z kumpelką okraszona babskimi pogaduchami bądź dobra książka. Lubię również przeglądać blogi i w międzyczasie podjadać coś słodkiego. Do fryzjera raczej chodzę wtedy kiedy muszę. Nie lubię jak ktoś dotyka moich włosów :P
OdpowiedzUsuńJestem z tych odkladajacych wszystko na potem i chyba wlasnie zmobilizowalas mnie do umowienia sie na wizyte :D
OdpowiedzUsuńja akurat ide do fryzjera jutro albo w piatek, jeszcze sie zastanawiam nad datą:)
OdpowiedzUsuńja również 2 tygodnie temu skróciłam włosy ;)
OdpowiedzUsuńosłoda dnia jesiennego, no tak
OdpowiedzUsuńteraz jest nam szczególnie potrzebna
jeśli chcesz możesz podpiąć ten post pod mój tag
w kwestii fryzjerki, ufam mojej koleżance, wiem,że mogę na nią liczyć a to jest dla mnie niesamowicie ważne
Właśnie, muszę podciąć moje końcówki... Chociaż wstrzymuję się, bo włosy wreszcie są długie i nawet te 3 cm zrobią mi różnicę...
OdpowiedzUsuńA ja zapuszczam :D I nie tak dawno byłam u fryzjera ;)
OdpowiedzUsuńwloski swietne i jak ladnie blyszcza! ja do fryzjera nie mam zamiaru sie na razie wybierac, gdyz zapuszczam wloski, a koncowki podcinam w domu :D
OdpowiedzUsuńJa właśnie jestem umówiona. Też uważam, że fryzjer to świetny sposób na poprawę humoru ;)
OdpowiedzUsuńJa u fryzjera byłam dokładnie tydzień temu - podcinanie końcówek :) teraz jest tak jak trzeba!
OdpowiedzUsuńU mnie każda wizyta u fryzjera = porażka. Nie byłam ta ponad 3 lata... ;-)
OdpowiedzUsuńMnie slowo fryzjer zdecydowanie przeraża.
OdpowiedzUsuńObserwuję Cię od niedawna panno Paulino, ale bloga przeczytałam chyba całego :P
W przypływie inspiracji stworzyłam własny kącik, możesz zajrzeć :)
Do fryzjera się nie wybieram, bo byłam we wrześniu, ale poprawię sobie sama humor farbowaniem :D mam nadzieję, że poprawię, a nie będę ryczeć ;)
OdpowiedzUsuńByłam u fryzjera tydzień temu :)
OdpowiedzUsuńPodcięłam troszkę końcówki i rozjaśniłam delikatnie niektóre pasma.
Czuję się o niebo lepiej!
P.s. mam sprawdzona fryzjerkę, oczywiście! :)
Ja zamierzam już od miesiąca udać się do fryzjera,ale zawsze jest coś ;P
OdpowiedzUsuńWłaśnie też zastanwaiam się nad wizytą u fryzjera,trochę drastyczną jak dla mnie :bo powrót po paru latach do grzywki:)
OdpowiedzUsuńJa sobie sama podcinam włosy, niestety właśnie trafiam tylko na takich fryzjerów, którzy sieją piekielne spustoszenie na mojej głowie..
OdpowiedzUsuńja się umówię, ale dopiero w lutym;P tym czasem zafarbuję sobie włosy w domu:p
OdpowiedzUsuńDo zadania domowego przygotowuję się już od miesiąca i nie mam czasu się wybrać, jutro znowu dzień zawalony od 4 rano do 20 !!
OdpowiedzUsuńNiech już będzie piątek, a pochwalę się zdjęciem z odrobioną pracą :D
Sama myślę nad wizytą u fryzjera, ale obawiam się, że wtedy znów będę musiała myć włosy co rano, zamiast co wieczór i... Jakoś się obawiam ;p
OdpowiedzUsuńdziś właśnie myślałam żeby wybrać się do fryzjera :)
OdpowiedzUsuńale masz piękne włosy :)
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że już w piątek uda mi się załatwić tę pracę domową! czekam na to już z miesiąc...
OdpowiedzUsuńAle śliczny kolor ; ) też muszę odwiedzić fryzjera:D
OdpowiedzUsuńposłuchałam i umówiłam się na sobotę ;) ale jak nie pomoże, to Cię dopadnę! ;) czekam na kolejne porady, bo jestem potworną maruda na jesień ;) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńojjj żałuj, że z nami nie byłaś w Warszawie :D Wpisz sobie w google Paweł Bik - makijażysta YSL i zobacz co między innymi straciłaś :D
OdpowiedzUsuńo Ty paskudo! :D
Usuńliczę w takim razie na szerszą relację ;)
Ja mam uraz do fryzjerów, idę jeśli naprawdę muszę, ale później zawsze wracam niezadowolona :(
OdpowiedzUsuńskąd wiedziałaś, że powinnam iść do fryzjera? ;)
OdpowiedzUsuńciekawe co tak pachnie z piekarnika, obstawiam, że muffiny ;D
tym razem nie muffiny ;)
Usuńto nie trafiłam, obstawiałam na muffiny bo sama mam na nie ochotę ;D
Usuńwlaśnie miałam sie umówić do fryzjera;)
OdpowiedzUsuńŚliczne masz włosy:)
Kuźwa umówię się tylko kto mi da 50zeta do jasnej niewiadomej!;p A w ogóle postanowiłam zapuścić swą czuprynę skoro już zaczynają lśnić zdrowotnością. ;) Piekarnik zepsuty nadal, chyba skorzystam z Twojego. ;))
OdpowiedzUsuńświetny pomysł :) Ja muszę umówić się na farbowanie to mi też poprawia humorek :))
OdpowiedzUsuńu mojej pani fryzjerki jest dokładnie tak samo, przypuszczam że niektóre babeczki lubią tam przychodzić w większości dla atmosfery a ścięcie to przy okazji, wychodzę z stamtąd w rewelacyjnym nastroju :D
OdpowiedzUsuńJak można narzekać na szybko rosnące włosy?! Aż się zbulwersowałam, haha. Moje po ostatnim obcięciu rosną naprawdę wolno i jestem tym załamanaaaaa. :((
OdpowiedzUsuńbywają równie uciążliwe co te rosnące powoli ;)
UsuńNie każdego stać na wizytę u fryzjera. Szczególnie jak się jest bezrobotnym.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Tobą. Ostatnio jak byłam u fryzjera i ścinałam włosy (bez modelowania) zapłaciłam 45 zł. Jak dla studentki to dużo a że jestem lakieromaniaczką wole kupić sobie jakieś lakiery zamiast zapisać się do fryzjera i jak zwykle wrócić niezadowoloną. Podczas każdej z wizyt siedzę jak na szpilkach i powtarzam sobie że to się zaraz skończy.
UsuńPozdrawiam wszystkie bojące się fryzjera dziewczyny.
Kilka kosmetyków mniej i uzbiera się na fryzjera. Nawet się zrymowało.
UsuńGdyby tylko wizyty u fryzjera były dla mnie przyjemnością to bym nawet zrezygnowała z zakupu czegoś ale niestety, od wejścia do salonu aż do wyjścia czuje się gorzej niż u dentysty.
Usuńależ ja nikogo do niczego nie zmuszam ;)
UsuńTak jest, jutro się umówię! :)
OdpowiedzUsuńCo prawda zapuszczam ale ostatni raz podcinałam końcówki gdzieś tak na początku tego roku więc wizyta u fryzjera jak najbardziej wskazana.
O nie, nie, nie :P Tylko nie fryzjer. Już chyba wolę zjeść litr lodów czekoladowych (za którymi nie przepadam) niż wybrać się do fryzjera. Zdecydowanie ;P
OdpowiedzUsuńNie ufam fryzjerom, a z resztą na tapecie u mnie jest studiowanie blogów włosomaniaczych, żeby kondycję swoich poprawić.
A poza tym: jak można narzekać, że włosy za szybko rosną? Toż to ostatni z możliwych powodów do narzekania ;)
Pozdrawiam
Żelikowska
oj można, można, zwłaszcza, gdy fryzura miesiąc po strzyżeniu zupełnie traci kształt, grzywka po tygodniu zaczyna wchodzić do oczu, a włosy średnio chcą współpracować ;)
Usuńja też dziś odwiedziłam fryzjera :) niestety moje włosy tak szybko nie rosną, więc 1 szufelka się uzbierała ale... efekt w pełni zadowalający :)
OdpowiedzUsuńCzytając ten wpis przypomniałam sobie, że miałam umówić się do swojego fryzjera już pół roku temu! :P
OdpowiedzUsuńFryzjer i mnie czeka ale boję się, że mnie znowu obetną nie tak. Zawsze mnie męczą, żeby obcięłam na krótko a ja właśnie chcę długie :-)
OdpowiedzUsuńU mnie prawie każde skracanie kończy się depresją, ale kiedy robię to sama o dziwo podobają mi się efekty. Za to chętnie przeszłabym się na jakiś faaajny zabieg na włosy. Odbudowujący? Zastanawiam si tylko czy da coś więcej niż moje starania olejowanie/ maskowanie/ pielęgnowanie. Ostatnio moje włosy mnie kochają. ;)
OdpowiedzUsuńobawiam się, że większość tych zabiegów jest nastawiona na efekt wyłącznie wizualny i tylko na chwilę ;)
Usuńmnie czeka podcięcie końcówek, ale szkoda mi długości ;)
OdpowiedzUsuńMiałam takiego fryzjera który zawsze, zawsze fundował mi psychoterapię... Uwielbiałam to, a był i masaż głowy, i inne uczesanie za każdym razem ... ale mój ukochany pan Irek wyjechał do innego miasta :(!
OdpowiedzUsuńO nie, nie. Jeszcze nie czas na fryzjera :P U mnie to punkt obowiązkowy do odhaczenia przed Bożym Narodzeniem, Wielkanocą i gdzieś w okolicach powakacyjnych. A że byłam u mojej fryzjerki jakieś półtora miesiąca temu, to muszę znaleźć inny sposób na jesienną chandrę ;)
OdpowiedzUsuńJaaakie ładne włosy ;-)
OdpowiedzUsuńdziękuję ;)
UsuńJa lubie chodzić do mojego fryzjera
OdpowiedzUsuńŁadne, zdrowe włosy - zazdroszczę :)
OdpowiedzUsuńNigdy w życiu już nie pójdę do żadnego fryzjera! Zazdroszczę dziewczynom, które mają swoich sprawdzonych fryzjerów i wychodzą od nich zadowolone, ja zawsze wracam z płaczem.
OdpowiedzUsuńide przyciac grzywke dzisiaj, mam nadzieje ze zadziala to pozytywnie ;-)
OdpowiedzUsuńŚliczne masz włosy, ja zapuszczam a rosną mi za wolno, nie ma sprawiedliwości na tym świecie...;D
OdpowiedzUsuńCalkowicie rozumiem! Zadbane wlosy dodaja humoru, na pewno! :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne lekcje!
Ile ja się rzeczy nasłucham w pracy od klientów, czasem zwierzenia powalają mnie na łopatki;D
OdpowiedzUsuń