To był jeden z tych dni, które nie mogą skończyć się dobrze. Obudził mnie ból głowy - cotygodniowa migrena postanowiła znowu umilić mi życie. Ona chyba nigdy nie odpuści. Przy robieniu śniadania rozlałam kawę, a jakby to nie było wystarczającą oznaką mojego pecha, niedługo potem ochlapałam cały monitor i klawiaturę rozbryzgującym się pomidorem koktajlowym. Cudowny początek dnia.
"Gorzej już chyba być nie może" - pomyślałam i pełna zapału zabrałam się za swoje obowiązki. Byłam właśnie w trakcie przeczesywania mojej listy pomysłów na wpisy, kiedy w mieszkaniu dwa piętra niżej odezwała się wiertarka. Wiertarka z kategorii tych totalnie ogłuszających i sprawiających, że człowiek nie słyszy nawet własnych myśli (poza tą jedną o żądzy mordu na właścicielu). Uznałam to jednak za chwilową niedogodność i postanowiłam wykorzystać ten czas na domowe obowiązki.
Kiedy wybiła godzina jedenasta, a potworny hałas nie ustawał, ba, dorobił się nawet akompaniamentu jakiegoś wielkiego młota rozwalającego ściany (a sądząc po hałasie, jaki robił nawet całe bloki), uznałam, że zaznanie błogiej ciszy chyba nie będzie mi dzisiaj dane. Pojechałam do rodziców, licząc na odrobinę spokoju do pracy.
Tam najpierw musiałam wysłuchać monologu mojej mamy pod tytułem "Jak zaplanować święta?", potem gęsto tłumaczyłam się dlaczego jeszcze nie umyłam okien, a kiedy już miałam zabrać się do pracy, ze szkoły wróciła siostra. Od progu usłyszałam "Muszę Ci coś pokazać" i kolejne dwie godziny minęły na przeczesywaniu eBaya. Kiedy wybiła szesnasta, uznałam, że pora wrócić do domu, bo z mojego pisania, a tym bardziej tworzenia grafik nic dziś nie będzie.
Wróciłam pełna nadziei, że panowie wiercący swoją pracę już skończyli - o ja naiwna. Towarzystwo dźwięków ograniczających zdolność jakiegokolwiek myślenia towarzyszyło mi do osiemnastej, a to w moim przypadku pora sprzyjająca jedynie czytaniu książki, ewentualnie pochłanianiu trzeciej kanapki z sałatą, szynką i serem. Wtedy przypomniałam sobie o pewnej bardzo starej tradycji mojego bloga - o wpisach marudzących.
O co chodzi we wpisach marudzących?
Ich idea od samego początku była prosta, wręcz banalna - ja po słabszym dniu marudziłam we wpisie, Wy w komentarzach i tak wyrzucałyśmy z siebie wszystkie złości. Taka mała licytacja - kto miał gorszy dzień, coś jak słynna scena w Nothing Hill. Marudzić nie lubię, ale czasem zwyczajnie trzeba! To jak, wracamy do terapeutyczno-marudzącej tradycji? Ja się wygadałam i chyba już mi lepiej, czekam na Was :)





Oj dzisiaj to bym zamarudziła Was wszystkie. :( Od wczoraj walczę z aftą na podniebieniu i goryczą w ustach. Naprzemienny grad i słońce skutecznie zakotwiczyły mnie w domu. A jak już zdecydowałam się wyjść na dwór to przewiało mi móżg i uszy. Wena do pisania licencjatu przychodziła, odchodziła, przychodziła i tak na przemian. Jedynym plusem dzisiejszego dnia są książki, które dziś do mnie doszły - "Zamień chemię na jedzenie" i "E-migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji". :)
OdpowiedzUsuńoby jutro było lepiej...
oczywiście mózg*
UsuńO to, to - grunt to mimo wszystko widzieć jakieś plusy!
UsuńMój dzień dzisiaj też był do niczego, pojechałam na uczelnie, zapomniałam że nie mam pierwszego wykładu, do kolejnego miałam 5 godzin, pojechałam w miejsce gdzie miał się odbyć kolejny wykład, a po godzinie dowiedziałam się, że nie mam ostatniego wykładu i przejechałam 40 km żeby poczekać 5 godzin na jeden wykład.... Ubrałam się i poczłapałam na pociąg do domu, wkurzona na siebie i ludzi, którzy nie szanują mojego czasu i odwołują wykład w tym samym dniu, w którym miał się odbyć. Trochę jakby mi ulżyło po napisaniu tego komentarza :D
OdpowiedzUsuńNieplanowane okienka to faktycznie jeden z najbardziej irytujących elementów studiowania, ale z drugiej strony zaliczyłam dzięki nim całe mnóstwo nieplanowanych zakupów ;)
UsuńPaula, chyba czytasz mi w myślach! Nie dalej jak kilka dni temu przypomniałam sobie o Twoich wpisach marudzących i stwierdziłam, że miały w sobie coś fajnego i choć zabrzmi to może dziwnie poprawiającego humor. Fajnie, że wróciły ;)
OdpowiedzUsuńDorzucę swoje trzy grosze. Padł mi dziś akumulator w samochodzie i muszę kupić nowy, a na moim koncie zostało marne 150zł...
Pomyśl ile kalorii spalisz odcinając się na jakiś czas od czterech kółek ;)
UsuńTo jest niewiarygodne i nawet nie wiem, jak mam się wytłumaczyć, ja - królowa jęczenia i narzekania na wszystko wkoło, ale nic mi dziś nie przychodzi do głowy. Owszem, jestem zmęczona i najchętniej nie wstawałabym z łóżka przez tydzień, boli mnie kręgosłup i nie mogę biegać, a moi pacjenci doprowadzają mnie do białej gorączki. Jednak tak jest każdego dnia, więc przestało mnie to tak denerwować :D
OdpowiedzUsuńAle jest jedno 'ale' - chciałam zdmuchnąć świeczkę w kominku zapachowym, nie trafiłam (;p) i dmuchnęłam w roztopiony wosk. Chyba będę musiała zmienić blat biurka.. <3
Mimo wszystko widzę w tym zakamuflowane marudzenie, więc nie jest z Tobą tak najgorzej ;))
UsuńStaram się nie zatracać siebie :)
UsuńNie możesz więc zrobić nic lepszego, jak zakończyć ten dzień gorącą kąpielą/prysznicem, wysmarowaniem się ulubionym balsamem, smaczną kolacją (o ile kolacją nie są kanapki o 18 :)) i dobrą książką (lub blogami)! :) Trzymam kciuki, żeby jutrzejszy dzień był lepszy!
OdpowiedzUsuńJa właśnie za chwilkę tak się będę ratowała od marudzenia :D
UsuńKsiążka na pewno pójdzie w ruch :)
UsuńJa swoje marudzenie powinnam zaczac od proby mikrofonu, bo piszę na telefonie więc pewnie się naprodukuję a komentarz się nie doda ;). Ale ok, zaryzykuję ;) tak więc ja zaczęłam dziś dzień od rozbicia ulubionej szklanki i rozcięcia sobie nią stopy ;) wszystko to z pośpiechu bo zapowiedział mi się nie do końca spodziewany gość. Po wyjściu gościa spadła na mnie lawina pracy, z której odkopałam się ok 19tej myśląc, że jest max. 16ta... Postanowilam, ze pojde dzis spac o 20tej, zaraz po wyciszajacej kąpieli... Szkoda tylko ze niewiele myśląc podczas szykowania kąpieli włączyłam też pranie. Taaaak, dźwięk pralki za głową bardzo sprzyja relaksowi i wyciszeniu... Ale spoko, lepsze to niż wiertarka ;)
OdpowiedzUsuńTelefon się jednak nie zbuntował, więc to chyba dobry wstęp do końca złej passy ;)
UsuńPaula, idealnie trafiłaś z tym wpisem:) ja też mam dość tego dnia... a nawet tygodnia... zrobilam sobie wolne przed maturą bo oceny wystawione, miało byc pięknie i czas na naukę i co? czasu jest tyle że nie wiem co robić - fatalna pogoda zniechęca do czegokolwiek i najlepiej to przykryłabym się kołdrą i do łóżka!!!! czytam te cholerne streszczenia - ale max. dwa dziennie bo zwariuję kiedyś, miałam się uczyć prezentacji maturalnej ale nie, nie dam rady teraz i zapomnę:/ siedzę na fejsie w oczekiwaniu że ktoś może coś ciekawego zarzuci do rozmowy.... eh nic z tych rzeczy! a do tego rodzice ciągle gadają że internet mnie uzależnił - no ale jak mam się uczyć skoro materiały mam na kompie, a jeśli się nie uczę to w moim cholernie nudnym miasteczku nie ma nic do roboty oprócz przejrzenia kilku witryn sklepowych i trzech pizzerii: słowem DNO :( do najbliższej galerii mam ponad 20km... mam nadzieję, że to przejdzie, bo jak mam mieć taki humor i zapał do pracy do końca kwietnia to na pewno mi się nie uda nic zrobić - a wolne miało mnie zrelaksować, a jest jeszcze gorzej :( nawet nie myślę o egzaminie zawodowym i wstępnym..... no ja tego nie zdam. masakra
OdpowiedzUsuńMoniko, zrób sobie dzień wolnego. Takiego prawdziwego wolnego od wszystkiego, lenistwo totalne. Gwarantuje, że przysłuży się o wiele lepiej, niż wbijanie do głowy kolejnych streszczeń :)
Usuńniestety ja rowniez znam problemy maturzysty. niby wiesz ze matura za pare dni ale motywacji do nauki brak, a mile leniuchowanie zakluca widmo egzaminow :/
Usuńwystarczyło świeże powietrze i od razu lepiej się mi zrobiło :)
UsuńAle trafiłaś z tym postem dzisiaj! Ja od dwóch dni chodzę do pracy z lekką gorączką, kaszlem i największym katarem świata (nie chcę narobić sobie zaległości przed świętami, więc muszę). A do tego jeszcze, kiedy dzisiaj wychodziłam, akurat strasznie się rozpadało, więc podejrzewam, że jutro wcale nie będę się czuła lepiej... :(
OdpowiedzUsuńNie daj się zarazkom! Ciepła herbata, łóżko i skarpetki na nogach czynią cuda ;)
UsuńTo i ja dołożę swoje trzy grosze(w skrócie):
OdpowiedzUsuńwstałam z bólem głowy,
spóźniłam się do pracy,
jakiś cymbał na parkingu pod Biedronką zablokował wyjazd około 20 samochodom w tym mojemu (stanął w poprzek na wjeździe na druga czesc parkingu ;/ )
uczniowie doprowadzili mnie do pasji
przed chwilą spadłam ze schodów potłukłam tyłek, plecy i zdarłam łokcie bo moja inteligentna siostra położyla na schodach torbę od laptopa i chciałam ominąć.... ;/
teraz leżę i czekam czy przejdzie czy jednak jechać na sor na prześwietlenie ;/
na samą myśl o tym miejscu jestem wqu...rzona ;D
P.S Ja też tęskniłam za tymi postami i już mi lepiej, dziękuję!
Twoja stała czytelniczka ;) A.
instagram.com/anuszka2404
O matko, coś mi się zdaje, że jesteś mocną kandydatką do zwycięstwa!
UsuńU mnie dzień również nie był najlepszy... zaliczenie na uczelni poszło mi delikatnie mówiąc słabo. Na dworze jest tak zimno, jakby był luty a nie połowa kwietnia (przynajmniej w Trójmieście), a jako wisienka na torcie, mój pies uraczył mnie w domu "śmierdzącą niespodzianką"...
OdpowiedzUsuńPogoda faktycznie nie rozpieszcza, ale zawsze mogło być gorzej - bywała już Wielkanoc ze śniegiem ;)
UsuńNic nie zrobiłam, odwołałam uczennicę, a i tak przyszła, o włos uniknęłam wypadku, rodzice są na mnie obrażeni i spóźnia mi się okres,
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
Myślałam, że nie mam dzisiaj na co narzekać, to żeś mi przypomniała, że mi też się spóźnia! :P
UsuńDzisiaj jest idealny dzień na marudzenie. Musiałam wcześnie wstać, później miałam zajęcia z bardzo miłym Panem, w ogóle nie był przygotowany do zajęć, ciągle mu coś nie pasowało, czepiał się o każdą drobnostkę i zamiast skończyć zajęcia po 1,5 h, skończył po 3 h. Zdarza się, na szczęście to były jedyne ćwiczenia z nim :) Później było dużo deszczu, gorączkowe badania do pracy magisterskiej (czyt. poparzone ręce), urwany pasek od torebki, mogłabym jeszcze chwilę wymieniać. Wszystko co najgorsze jednak mija i jutro musi być lepiej, będę mieć nową fryzurę i wreszcie odpocznę od zajęć i obowiązków ;) Miłego wieczoru!
OdpowiedzUsuńPoparzone ręce? Nie wiem czy w takim razie powinnam w ogóle pytać o czym piszesz pracę :D
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPiszę pracę na katedrze mikrobiologii :) bawię się bakteriami i żeby je badać muszę wcześniej je wyhodować :) Muszę zrobić podłoże i szybko wylać gorące, żeby mi nie zastygło ;p niedawno zaczęłam, więc czasami jeszcze coś może pójść nie tak, ale żyję i coraz bardziej lubię tę moje zmagania :)
UsuńTo ja też dodam swoje 3 grosze. Okradli mnie na obczyźnie, skradziono mi wszystkie dokumenty, bez dowodu nie moge wyrobić karty do konta w zagranicznym banku i zostałam bez kasy :D (ale jak widać dobry humor mnie nie opuszcza). Jutro muszę wstać o 4 bo czeka mnie 15 godzinna podróż do Polski. Modlę się tylko brak kontroli na granicy :D No ale jesteśmy w UE, w Schengen więc jakoś to będzie. A żeby było jeszcze ciekawiej, okradziono mnie już drugi raz :D I to drugi raz za granicą, dokładnie rok temu :D Takie moje przeznaczenie, że muszę raz do roku wszystkie dokumenty wyrabiać. Może brzydkie zdjęcie mam?
OdpowiedzUsuńO masz, kolejna kandydatka na podium!
UsuńNa dodatek dotarłam z ponad godzinnym opóźnieniem do PL. :D Jakby mało było. Ale na szczęście jestem w domku :)
UsuńPogoda lipna, bo cały dzień padało, ale to na tym kończą się moje dzisiejsze porażki. Był u mnie chłopak, zjedliśmy pyszny obiadek i wszystko było cacy :) Mój dzień był fajny, ale Twój też nie był najgorszy, więc się uśmiechnij :)
OdpowiedzUsuńDziś miałam dobry dzień, ale wczoraj! Po pierwsze ciężko było wstać po 6 z łóżka. No, ale jakoś dokulałam się do pracy - choć korek był straszny i stałam na przejezdzie kolejkowym. Zrobiłam sobie ulubioną herbatę, którą całą wylałam na biurko... podlany komp, stacja, monitory. No nic, potem włączyło się skanowanie dysku. Potem spotkani i oh troche za długie ćwiczenie, trochę za mało zamordyzmu... Nic, że fajnie, że ciekawie. No nic, potem znowu spotkanie, a potem oh nagle 16 czas wyjść do lekarza, oczywiście znowu korek, lekarka to była okropna lapucera! A potem jeszcze były tylko 3 i pół placka ziemniaczanego i musiłam kupić pierogi. O!
OdpowiedzUsuńTo ja się wybiję i napiszę- nie miałam dzisiaj złego dnia, nie chcę na nic narzekać, a życie jest piękne i dzięki takim dniom, w których coś idzie nie tak lepiej doceniamy te dobre :) A przynajmniej powinniśmy ;)
OdpowiedzUsuńRano zrobiłam trening, poukładałam klocki z synem przed pracą, spędziłam pracowity i pełen spontanicznego śmiechu dzień. Pachniała mi skoszona trawa, popadał orzeźwiający deszcz. Głowa do góry! :D
Mała licytacja? Ok, ciekawe czy mnie ktoś przebije. Co prawda sprawa wydarzyła się w ubiegłym tygodniu, ale chyba też się liczy.
OdpowiedzUsuńZaczęło się od poniedziałku, zepsułam okulary. Ale dobra, zaniosłam do optyka- naprawili. Imprezy w poniedziałki to zły pomysł. Wracając zgubiłam portfel i klucze. Ze wszystkimi dokumentami. Brawo ja! A jakby tego było mało, w środę potrącił mnie samochód. Obdarta noga i złamany ząb. Górna dwójka! Resztę tygodnia spędziłam nie wychodząc z pokoju. Tak było dla mnie najbezpieczniej:)
I takie małe ogłoszenie gdyby ktoś był z Krakowa i znalazł czerwony portfel, albo chociaż jakieś dokumenty to proszę o info:)
Rozlałam dziś szklankę wody --- trochę na komputer, ipada i ipoda, a co zostało to po blacie i na ziemię poleciało.
OdpowiedzUsuńNa szczęście wszystko działa, bo w porę zareagowałam. Ale strachu się najadłam.
Z rana pięknie świeciło słońce, pomyślałam, że umyję okna, a jakże umyłam, a po 2h zaczął padać deszcz.
I na dziś to tyle :)
A ja jestem chora od półtora tygodnia, zatoki rozwalają mi głowę, a nic nie przechodzi. Cały dzień stresuję się czy zadzwonią w sprawie rozmowy kwalifikacyjnej i oczywiście dziś nie zadzwonili. Odkąd jestem chora, nie mam siły ręką ruszyć, a moja motywacja do ćwiczeń spadła do zera. Miałam plany na robienie dziś zaproszeń ślubnych i nie dotarł mi papier. Czuję się gruba, brzydka i do bani. Co za piękny dzień... :)
OdpowiedzUsuńŻyczę wszystkim lepszego jutra:))
Uwielbiam tę scenę z Notting Hill! Tylko ja jak na ironię miałam dziś bardzo dobry dzień - rano niespodziewanie wpadła do mnie przyjaciółka i sobie miło poplotkowałyśmy, później pojechałam załatwiać sprawy do miasta i przy okazji zjadłam lunch z drugą przyjaciółką, a planowany koszmar dnia czyli depilacja trwał krócej niż myślałam ;) Więc nie mam się co licytować.
OdpowiedzUsuńA ja jestem chora i jutro na 7 do pracy:((((
OdpowiedzUsuńA pogoda? Nie była okropna? W Warszawie lało na przemian ze słońcem. Masakra. Żeby chociaż tęcza z tego była. To nie...
OdpowiedzUsuńO tak, pogoda nie sprzyja jakiejkolwiek kreatywności, ale mam nadzieję, że na święta się zrehabilituje ;)
UsuńTeż miewałam migreny, zalecono mi ograniczenie czekolady i aktywne uprawianie sportu. I faktycznie, chociaż z czekolady zrezygnować nie potrafię, to uprawiam sport prawie codziennie i nawet nie pamiętam kiedy ostatnio mnie męczyła:))
OdpowiedzUsuńJak Cie rozumiem. Ostatnio mialam taki "sadny dzien". Nastawilam pusta pralke, obudzilam sie z bolem glowy, zapomnialam wylaczyc piekarnik, rozlalam kawe na swiezy obrus, a dania tego dnia byly ponizej krytki......
OdpowiedzUsuńJa może na dzisiaj nie mam co narzekać, słonko, z rana, wchodząc do pokoju mnie obudziło i uśmiech nie schodził mi z twarzy od rana, ale perspektywa jutrzejszego dnia - kolejnego z serii wiosenne porządki - nie uśmiecha mi się, a w zasadzie mam ochotę powiedzieć po prostu - nie chcę mi się. A przecież nikt tego za mnie nie zrobi, prawda? I czy nie lepiej będzie potem powiedzieć - wszystko to zrobiłam sama?! :)
OdpowiedzUsuńMiłego wieczoru,
Pat.
Pomyśl jaki dobry będziesz miała humor, pijąc kawę w wysprzątanym mieszkaniu ;)
UsuńMiałaś rację, kawa smakuje o WIELE lepiej wiedząc, że wszystko lśni i w szafach poukładane:)
UsuńMiłego czwartku,
Pat.
Mi się nawet nie chce pisać o tym jak beznadziejny dzień miałam wczoraj... Najchętniej bym go wymazała z kalendarza i tyle... Dzisiaj nie lepiej - przepłakałam pół nocy, oczy mam mega spuchnięte, do tego ból głowy, a za oknem zimno, mokro, grzmi i jest bardzo niefajnie. Ech... Dobrze, że takie dni nie zdarzają się często
OdpowiedzUsuńJa także ostatnio mam kiepskie dni. Nie mogę się dogadać z rodziną i nic mi się nie chce...
OdpowiedzUsuńwiem, że to marne pocieszenie ale teraz chyba są "takie" dni.. przez ten ziąb, deszcz, niskie ciśnienie wszyscy są tacy senni i marudni i gorzej sie znosi rzeczy które na co dzień nie stwarzaja wiekszych problemów... za dwa dni ma być ładnie więc mam nadzieje, że wszyscy odżyjemy :) btw byłas u lekarza z migreną?? moze zwiastować róne dolegliwości o czym sama sie niestety ostatnio przekonałam, niestety w szpitalu wiec może warto to zbadać tak na wszelki wypadek :)
OdpowiedzUsuńObyś miała rację z tą poprawą pogody! Z migreną byłam już u kilku lekarzy i niestety wszyscy to bagatelizowali, twierdząc, że to migrena, a na nią lekarstwa nie ma...
UsuńMarsz do neurologa! Mnie przepytał, zbadał i przepisał Divascan (trzeba brać kilka tygodni), a doraźnie Cienie. Mam napady zdecydowanie rzadziej. Warto też wziąć pod lupę kręgosłup. Kiedyś na 3-dniową migrenę pomogło mi jego nastawienie, a nie tabletki przeciwbólowe.
UsuńTo ja chyba wygram tą smutną licytację... Dwa tygodnie temu zmarła moja babcia chora na raka, następnego dnia na moich kolanach zdechła kotka moich rodziców, a teraz w niedzielę zaginęła moja kicia, która nie wróciła ze spaceru. Chodzę i chlipię, tylko w pracy trzymam fason.
OdpowiedzUsuńPrzesyłam wielkiego przytulasa! Trzymaj się dzielnie.
UsuńTo ja pomarudzę na to, że wczoraj chciałam zrobić przepyszną soczewicę z warzywami na dziś do pracy. Na opakowaniu było napisane, żeby gotować 25 minut, a po 15 minutach (bo wszystko lubię al dente) soczewica była kompletnie rozgotowana!!!! i na tym się skończyło moje wczorajsze gotowanie, dziś do pracy mam świeżo wyciskany sok marchewkowy, suszone morele, jabłko i banana, tylko nie wiem co zrobić z tą papką, która siedzi w lodówce- może jakąś paste?
OdpowiedzUsuńu mnie aż tak źle nie było. Co prawda nie zrobiłam wczoraj nic. totalnie.zero weny, zero zaangazowania. wyparowało. ale za to odpoczęłam i w końcu poczytałam.
OdpowiedzUsuńuszy do góry!
A ja dla odmiany narzekać nie będę. Mogłabym, ale po co? Wprawdzie wyżalenie się czasem przynosi cudownie terapeutyczne efekty, jednak ja nie lubię narzekać. Czasem czuję potrzebę, aby się wygadać, a potem mi mija. Wysyłam do Was pozytywne wibracje i uśmiech. Aby było lepiej musi być najpierw gorzej ;)
OdpowiedzUsuńMarudzenie co jakiś czas jest konieczne. Bo przecież dopadają nas dni, w których nic nie idzie, jak byśmy chcieli. Oby tylko takich dni było jak najmniej. :)
OdpowiedzUsuńo bardzo podoba mi się pomysł wpisów marudzących :)
OdpowiedzUsuńja dziś pomarudzę na ból brzucha bo okres mnie dopadł :/
migren współczuję...sama miewam co jakiś czas :/
pozdrawiam i zero wiertarek życzę :)
miłego dnia!
Świetny pomysł ! To ja pomarudzę, że zimno mi okropnie ! Co jest z tą pogodą ? Ja jestem ciepłolubna, chce słońce! Wczoraj przeprosiłam się z zimową kurtką. Poza tym mam tyle do zrobienia jeszcze przed świętami, porządku, zakupy itp. a siedzę w pracy i zwyczajnie nie wyrabiam, ech...
OdpowiedzUsuńTom sobie pomarudziła :) aż mi lepiej :D
Ps. mycia okien nie polecam, ja umyłam i mam ból gardła w zamian a na okna mi i tak napadało.... :)
Tapeta zdobi mój pulpit :) Mi się bardzo podoba, ale muszę się przyznać do dziś czyli 16 kwietnia, była u mnie twoja tapeta z marca! :) Taka zabiegana byłam,pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńNa szczęście od pewnego czasu nie mam pechowych dni. :) Mój jeden powód do marudzenia to to, że 23 kwietnia pisze testy gimnazjalne, więc moje całe święta będą skupiały się na nauce. ;/
OdpowiedzUsuńWidzę, że nie tylko ja miałam kiepski dzień :/. U mnie zimno, mam tydzień urlopu a pogoda się pogorszyła, przyjaciółka mnie wystawiła, a ja zaliczyłam śmieciowe jedzenie w formie McDonalda.... Będzie dobrze :)
OdpowiedzUsuńAch, ci sąsiedzi... u nas w przeciągu pół roku mieszkania z boku i z góry miały przeprowadzany generalny remont... przy okazji upierdliwy sąsiad potrafi stukać młotkiem, mam wrażenie, że tak po prostu, dla rozrywki, nawet w niedzielę od rana do wieczora... MA-SA-KRA. Podwójnie doceniam ciszę i cieszę się teraz każdą wolną chwilą bez hałasu dochodzącego z innych mieszkań, bo serio, zwariować można...
OdpowiedzUsuńczasem fajnie tak sobie ponarzekać :)
OdpowiedzUsuńEch, ja też niestety w klubie cotygodniowej migreny :(
OdpowiedzUsuńjakie masz sposoby na migrenę?
OdpowiedzUsuńteż ją miewam i ciężko znoszę :(