Całe życie byłam przekonana, że konturówka jest jednym z tych wynalazków przemysłu kosmetycznego, bez którego śmiało mogłabym się obyć. Pewnie nawet bym nie zauważyła, gdyby zniknęły z rynku, bo już dawno temu zaszufladkowałam je w kategorii "po co to komu?". Przyszedł jednak taki dzień, w którym weszłam do drogerii i... wyszłam z moją pierwszą konturówką. Pojęcia nie mam co mnie wtedy zaćmiło, ale wiem jedno - to był jeden z najlepszych kosmetycznych zakupów w moim życiu. Dziś nie wyobrażam sobie codziennego makijażu bez kredki. Wszystkie szminki poszły w odstawkę, bo to właśnie kredką pokrywam całe usta. Skąd ten entuzjazm?
1) Kredka pomaga mi ogarnąć kształt ust
Moje usta do najpełniejszych, najrówniejszych i najbardziej ogarniętych z całą pewnością nie należą. Ilekroć próbowałam pomalować je jakimś bardziej intensywnym kolorem, kończyło się to wycieraniem pomadki z ust. Cały czas miałam wrażenie, że jest nierówno - tu wyjechałam, tu się roztarło, a tam moje usta są niesymetryczne i właściwie nie wiadomo jak to ugryźć. Nie zdawałam sobie sprawy, że wystarczy jedna mała kredka, by wszystkie te problemy zniknęły. Aplikację ogarnęłam bardzo szybko, wystarczyło kilka prób i teraz posługuję się nią szybciej, niż szminką. Początkowo głowiłam się nad dobraniem do niej koloru pomadki, a potem pomyślałam, że przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by pokrywać nią całe usta.
Nie wiem czy to jakiś mój defekt, ale czasem wystarczało pół godziny, by misternie nakładana warstwa szminki ulotniła się z moich ust. Nie pomagało pudrowanie, przygotowywanie, nakładanie pędzelkiem. Chcąc przetrwać z kolorem na ustach całą imprezę, musiałabym co godzinę wychodzić na poprawianie makijażu. Z kredkami jest o niebo lepiej. Całodniowa trwałość to oczywiście nie jest, ale kilka godzin bez poprawek to w moim przypadku jak rekord Wielkiej Krokwi. Co więcej, kolor schodzi bardzo równomiernie, więc nie muszę się obawiać, że wyglądam jakbym właśnie wstała od zupy z buraczków i zapomniała skorzystać z serwetki.
3) Kredki są śmiesznie tanie
4) Kredki dają efekt matu, którego szukałam
Moja najdroższa kredka kosztowała (o ile dobrze pamiętam) około 6 złotych. Była to kredka z Essence (pierwsza od lewej), o której wspominałam całkiem niedawno we wpisie o kosmetycznych ulubieńcach. Dwie pozostałe kupiłam w Golden Rose za około 4-5 złotych. Wszystkie są świetne, choć zdecydowanie najbardziej lubię tę z Essence (właśnie ją mam na ustach na powyższych zdjęciach). Jest bardzo miękka i nadkłada się dzięki temu wręcz idealnie.
4) Kredki dają efekt matu, którego szukałam
Ileż to ja się naszukałam pomadki, która będzie matowa i jednocześnie nie zmieni moich ust w suchy pancerz. Lip tinty, matowe szminki, pudrowanie - to nigdy nie było w stu procentach to czego szukałam. Nie znoszę drobinek, refleksów i innych tego typu rzeczy na moich ustach. Byłam już właściwie pogodzona z myślą, że nigdy nie znajdę efektu którego szukam, ale znalazłam wybawienie właśnie dzięki kredkom.
Jeśli jeszcze nie miałyście okazji zaznajomić się z tym kosmetykiem, albo tak jak ja spisałyście go na straty, jeszcze zanim zdążyłyście go użyć, to polecam się przełamać. Jestem niemal pewna, że nie będziecie żałować. Polecam zacząć od czegoś taniego, wtedy w najgorszym wypadku do stracenia macie kilka złotych :)
Jeśli jeszcze nie miałyście okazji zaznajomić się z tym kosmetykiem, albo tak jak ja spisałyście go na straty, jeszcze zanim zdążyłyście go użyć, to polecam się przełamać. Jestem niemal pewna, że nie będziecie żałować. Polecam zacząć od czegoś taniego, wtedy w najgorszym wypadku do stracenia macie kilka złotych :)






Ja często zapominam o malowaniu ust, oczy zawsze mam dopracowane, a na ustach nic... Trzeba sobie w końcu i o nich przypomnieć :)
OdpowiedzUsuńwytrzymałość kredek jest niesamowita, poza tym nie dają przerysowanego kolory jak niekiedy pomadki. Świetny wpis!
OdpowiedzUsuńTydzień temu kupiłam pierwszą w życiu konturówkę - pod wpływem impulsu, bo kupowałam akurat ukochaną szminkę, którą niedawno zgubiłam ;) Ale jeszcze nie udało mi się opanować korzystania z niej, każda próba kończy się wycieraniem ust i użyciem błyszczyka (bo z reguły na kolejne próby nie mam już czasu...)
OdpowiedzUsuńmoże i masz rację... ja też wychodziłam założenia "po co to komu?", ale może spróbuję... na pewno gdzieś w stercie nieużywanych kosmetyków leży, bo kiedyś z pewnością ją kupiłam :)
OdpowiedzUsuńNigdy nie próbowałam kredek. Cały czas jestem tego zdania "po co to komu"? Jakoś mam wrażenie, że usta będą suche jak je pomaluję samą kredką. Mylę się?
OdpowiedzUsuńWszystko pewnie zależy od tego jakiej kredki użyjesz i w jakim stanie są usta :)
UsuńTrzy Twoje zdjęcia w jednej notce - to chyba nowy blogowy rekord! :)
OdpowiedzUsuńo tym samym pomyślałam :)
UsuńMówiłam, że się rozkręcam ;)
UsuńMasz kolor oczu identyczny jak włosów ;D
OdpowiedzUsuńJa mam naturalnie dość mocno buraczkowy kolor ust i mogę sobie zapomnieć o tych modnych koralowych delikatnych odcieniach.
OdpowiedzUsuńUżywałam kredki kiedyś później odpuściłam.....może wrócę ;)
OdpowiedzUsuńKredki do ust są świetne. U mnie służą do konturowania lub jako baza na całe usta pod szminkę.
OdpowiedzUsuńmyślałam o tym ostatnio podczas makijażu w douglasie, makijażystka użyła konturówki w tak ślicznym kolorze, że zastanawiam się nad używaniem jej jako pomadki, byłam ciekawa efektu a u Ciebie wygląda naprawdę ok :)
OdpowiedzUsuńMuszę spróbować, szczególnie, że wydatek niewielki :)
OdpowiedzUsuńMnie najbardziej w szminkach denerwuje to, że odciskają się wszędzie i na wszystkim, a często po kilku minutach nieestetycznie się "rozlewają". Dlatego kredki mogłyby być ciekawą alternatywą.
OdpowiedzUsuńJakoś nie jestem przekonana do kredek, miałam dwie, wiem że mało, ale lepiej się czuje z pomadką na ustach, natomiast błyszczyków nie cierpię, bo są zbyt klejące, ale ładnie się prezentują na ustach :)
OdpowiedzUsuńHm... jestem nieszminkowa, ale opcja z kredką wydaje się być genialna:D
OdpowiedzUsuńMam taki sam stosunek do kredek jak ty miałaś kiedyś.. "po co to komuś?" ale jednak Twój wpis mnie zaciekawił. Mam małe usta i zawsze szybko pomadki z nich znikają :( Będę musiała skorzystać z kredki może będzie lepiej :) Dzieki :)
OdpowiedzUsuńWyglądasz na mega sympatyczną osobę :)
OdpowiedzUsuńA miałaś matowe pomadki MAC lub Golden Rose? Mat, nie wysuszają ust i do tego są nie do zdarcia!
OdpowiedzUsuńOglądałam te z GR, ale paletę kolorystyczną mają jakąś taką "nie moją" ;)
Usuńjesteś prześliczna!!
OdpowiedzUsuń:*
UsuńTeż bardzo lubię kredki do ust. Mają jedną zasadniczą zaletę - NIE LEPIĄ SIĘ! :)
OdpowiedzUsuńNigdy nie miałam kredki do ust i jakoś nie wpadłabym na to, że można ją tak wykorzystać :) Fajny pomysł :)
OdpowiedzUsuńJa mam konturówkę i używam zawsze do pomadki, też mam dość trudne usta w temacie malowania, więc nie mogę sobie pozwolić na użycie samej szminki. Myślałam o tym, czy nie spróbować użyć samej konturówki, ale jakoś nigdy się nie zdecydowałam. Następnym razem spróbuję, może będę zadowolona :)
OdpowiedzUsuńJa muszę kiedyś kupić jakaś fajną kredkę i przekonać się na sobie jak to z nimi jest :)
OdpowiedzUsuńCo do matowych (też nienawidzę błysku!), trwałych szminek polecam te: http://pl.rimmellondon.com/produkty/lips/lasting-finish-by-kate-moss. W sumie jedynym ich minusem jest mały wybór kolorów :(
OdpowiedzUsuńOstatnio stanęłam przed koniecznością zakupu konturówki, bo okazało się, że szminka, której kolor podoba mi się do ekstazy, rozlewa się poza kontur ust :/ Ciężko mi dobrać odcień, bo pomadka jest pomarańczowo-czerwona i np. Essence czy Catrice nie mają takiej kredki w ofercie. Będę musiała pofatygować się do Golden Rose (: Przy okazji zapoznam się z ich matowymi szminkami :D
OdpowiedzUsuńFajnie, że tak pozytywnie odmieniła się Twoja opinia o kredkach do ust :)
OdpowiedzUsuńja jestem jeszcze na etapie "po co mi kredka" :)
OdpowiedzUsuńA ja lubie wersje posrednia: pomadka w kredce:) :) :)
OdpowiedzUsuńNp chubby stick clinique-cudo:)
Dla trwałości polecam nałożyć szminkę na kredkę. Poza tym nie wierzę, że Revlon Colorstay albo błyszczyk Kryolana Ci się zmyje. Po prostu nie wierzę, utrzymuje się CAŁY dzień bez ani jednej poprawki!
OdpowiedzUsuńzgadzam się z Tobą w 100%, malowanie ust kredką stało się dla mnie codziennością i bez tego ani rusz z domu :) no i usta zupełnie inaczej(lepiej) się prezentują.
OdpowiedzUsuńJa wciąż należe do takich osób jak ty z czasów 'po co to komu?' ;d i póki co nie śpieszno mi, żeby to zmieniać :)
OdpowiedzUsuńwezmę jednak twoje powody we względy przy najbliższych zakupach, kto wie, może wyjdę z pierwszą, a nie ostatnią właśnie konturówką? :)
Używam konturówek ale tylko w duecie z pomadkami:). Same kredki nie dają u mnie aż tak dobrego efektu jak szminki, pomadką maluje mi się też szybciej. Z matowych pomadek dobre są, tak jak mówi Nena, MAC i Golden Rose :)
OdpowiedzUsuńTeż lubię kredki ;D Malowałam nimi matowe usta zanim stały się modne ;D
OdpowiedzUsuńAż poszłam do łazienki wypróbować, bo miałam taką jedną czerwonawą kredkę do oczu, z którą nie wiedziałam co począć :D Efekt genialny wizualnie, ale dla mnie usta są trochę za tępe. Rozwiązałam temat bezbarwnym balsamem do ust ;) Dzięki! :)
OdpowiedzUsuńciekawe argumenty ;D
OdpowiedzUsuńTeż jeszcze siedzi we mnie "Po co mi kredka", ale już od dawna się na jakąś czaję. Niech się tylko trochę z kasy odkuję, a sobie coś upoluję ;>
OdpowiedzUsuńCiekawy tekst - i te Twoje oczy! Rany, jaki piękny brąz :)
Super pomysł :)
OdpowiedzUsuńNiezły pomysł! Ale czy od kredki nie wysuszają Ci się usta? Szminka jest jednak bardziej wilgotna. Chyba że te współczesne kredki mają już całkiem inną konsystencję - ja konturówkę miałam na sobie 100 lat temu,gdy mnie siostra malowała na studniówkę :)
OdpowiedzUsuńNie, nie zdarzyło mi się jeszcze by kredka wysuszyła mi usta :)
UsuńMiałam ten sam problem ze szminkami - wszystkie były zbyt błyszczące, zbyt lejące się, za krotko się trzymały - i również rozwiązaniem okazały sie być konturówki (czasem jeszcze po na wierzch nakładam cienką warstwę tintu z essence - sprawia, że efekt jest intensywny, ale jednocześnie bardzo naturalny. Ale, mam coś jeszcze lepszego niż kredki - matowe szminki z Nyx'a (dostępne w Douglasie za ok 20 zł). Są naprawdę bardzo trwałe, mają piękny mat i taką lekko kredkową konsystencję - pudrową i dosyć gęstą. Bardzo łatwo rozprowadza się je na ustach i po odciśnięciu nadmiaru w chusteczkę, pozostają jakby wtopione w usta, są naprawdę świetne. Ja mam dosyć ciemny kolor, malinowy, ale jeśli lepiej czujesz się w jaśniejszych, powinnaś też znaleźć coś dla siebie. Pisałam o tych szminkach u siebie na blogu, ale nie będę spamować swoimi linkami, więc odsyłam do recenzji u Aliny - na pewno jest bardziej rzeczowa od mojej :)
OdpowiedzUsuńBell
Przyjrzę się na pewno :)
UsuńKredki omijałam zawsze szerokim łukiem, a po Twoim wpisie następnym razem nie zawacham się jakąś kupić! :)))
OdpowiedzUsuńByć może mnie przekonałaś :)
OdpowiedzUsuńczasy gimnajum to był szał na błyszczyki a teraz chyba bym nie dała się tym posmarować przypominając sobie wpadające i przyklejające się włosy do ust brr, dalej przez całe liceum ani razu nie zastosowałam nic na usta poza kremem nawilżającym w zimę :D
OdpowiedzUsuńnoemisoul.blogspot.com
kurczę, skubańcu, sama spisałam na straty kredki, bo jak sama napisałaś 'po co to komu?'. ale może jednak by się sprawdziła.. chyba czas dopisać do listy zakupów :)
OdpowiedzUsuńPaula nie wiem skad Ci sie ubzduralo o nieogarnietych ustach. Kazde usta sa nierowne i niesymetryczne, podobnie nasza twarz. Nie szukaj i nie dopatruj sie u siebie jakis niedorobek :) Twoje usta sa normalne.
OdpowiedzUsuńZaszalalas z samojebkami :)
Ja cały czas bez konturówki, ale ta myśl już jakiś czas temu mi zaświtała ;) Mam wąskie usta i czasem trudno mi precyzyjnie rozprowadzić pomadkę. Może w końcu uda mi się zebrać i coś wybrać dla siebie, mam tylko nadzieję, że obrysowywanie będzie do ogarnięcia ;)
OdpowiedzUsuńA myślałam, że tylko ja jestem taka pomysłowa ;) Też kocham kredki, zwłaszcza jak trzeba usta pomalować na ciemniejszy kolor, to sięgam wyłącznie po konturówkę- i lepiej się trzyma i ładniej wygląda i jakoś łatwiej to ogarnąć ;)
OdpowiedzUsuńŚwietnie to ujęłaś. Ja też używam tylko kredek do makijażu, czym wzbudzam ogólne zdziwienie.
OdpowiedzUsuńDzisiaj mam dużo do powiedzenia ;)
OdpowiedzUsuńNie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś polecałam Cię na swoim blogu, czekaj, odkopię... O, mam. W tegorocznym Share Weeku, tutaj: http://cruxinterpretum.blogspot.com/2014/02/share-week-2014.html i napisałam wtedy o tym, że blog początkowo traktował o lakierach do paznokci i prezentach od jakiejś tam firmy, napisałaś nawet, że miałaś nadzieję, że nikt tych wpisów nie pamięta. A teraz je przypomniałaś. ALE! Zrobiłaś to świetnie! Kosmetyczny wpis klasa. Dużo lepszy od niektórych pisanych przez blogerki stricte urodowe, no po prostu miód na mój zmęczony mózg.
Jeśli zaś chodzi o same szminki, to również szukałam tego, co Ty czyli względnej trwałości (u mnie też mazidła dziwnie wyparowywały z ust), braku połysku i matu. Znalazłam to w szminkach Lovely Extra Lasting - malujesz na mokro, a po kilkunastu sekundach szminka wysycha, ale właśnie nie tworząc skorupę czy coś w tym rodzaju, tylko dając efekt matu i trwałości, numerek dwa z tej serii to chyba szminka, która najdłużej wytrzymuje na moich ustach, a próbowałam naprawdę wielu, nawet tych nieco droższych.
Na konturówki nie wpadłam, bo zawsze wydawało mi się, że w swoim pierwotnym przeznaczeniu są mi zbędne, a wypełnianie nimi całych ust zajęłoby mi wieki. Wpadłam natomiast ostatnio na szminki w postaci hm... kredek. Najpierw kupiłam z Miss Sporty, dwie za jednym zamachem, ach te promocje w Rossmanie. Czerwona daję radę i to całkiem nieźle, bo spisuje się dużo lepiej (zwłaszcza jeśli chodzi o trwałość) od szminki z L'Oreal, a jednocześnie nie jest taka krwistoczerwona, tylko idealna. Natomiast nude została wygryziona przez szminkę tego samego rodzaju z... znów Lovely. Ta z Lovely jest przede wszystkim grubsza. To wciąż kredka, którą można dobrze zarysować usta, a jednocześnie idzie szybciej i sprawniej. Po drugie Miss Sporty ma drobinki, które moim zdaniem są absolutnie niedopuszczalne w szminkach nude (takie zboczenie) i jest dużo mniej trwała od tej z Lovely (Lovely ma u mnie mega propsy za trwałość - dwa zakupy i dwa tak udane!). Ta z Lovely ma też ciemniejszy kolor od MS, w opakowaniu czy na ręku może się wydawać wręcz za ciemna, ale na ustach jest doskonała.
No, to wszystko,
polecam. :D
Łał, nie sądziłam, że można się tak rozpisać pod wpisem kosmetycznym. Przywracasz mi wiarę w czytelnika! :D
UsuńJa jestem fanką matowych pomadek :). Konturówek używam sporadycznie i to tylko przy bardzo intensywnych kolorach :)
OdpowiedzUsuńJeśli już, to kredka i szminka ;-) Nie potrafiłabym całkowicie zastąpić szminek kredkami, za bardzo lubię te pierwsze.
OdpowiedzUsuń"Moje usta do najpełniejszych, najrówniejszych i najbardziej ogarniętych"
OdpowiedzUsuńCo to znaczy "ogarnięte usta" i "ogarnąć usta"?
2x ogarnąć w jednym, krótkim punkcie.
Nie ma innych słów? Myślę, że warto dbać o jakość wpisu także pod tym względem.
konturówka to must have w mojej kosmetyczce. najbardziej lubię wykręcane, których nie trzeba temperować. love it :-)
OdpowiedzUsuńnie miałam nigdy konturówki ;)
OdpowiedzUsuńFantastyczny efekt matu znalazłam w pomadkach Golden Rose. W dodatku długo się utrzymują. Ale z kredki też chętnie skorzystam :)
OdpowiedzUsuńTeż lubię konturówki szczególnie te z Golden Rose za ich trwałość i cenę :)
OdpowiedzUsuńCześć, dzisiaj przy okazji wizyty w drogerii przypomniałam sobie o tym wpisie o kredkach i zaopatrzyłam się w Essence Wish me a rose - i jestem zachwycona! Dzięki za radę, właśnie teraz bardzo podobają mi się matowe usta i ta kredka jest taka super :) A bez Twojego wpisu na pewno nie zwróciłabym na nią uwagi.
OdpowiedzUsuńNie używam konturówek do ust - kontur robię szminką (pędzelkiem):)
OdpowiedzUsuńJa również przepadłam po zakupie pierwszej kredki z Golden Rose :)
OdpowiedzUsuń