Miała trzynaście, może czternaście lat, gdy jej młodzieńcze, nieśmiałe plany na życie stanęły pod ogromnym znakiem zapytania. Już wtedy gabinety lekarskie odwiedzała częściej, niż rówieśnicy. Problemy z sercem, płucami, układem kostnym. To tylko część jej ówczesnych życiowych wybojów, które starała się przed wszystkimi ukryć. Z czasem doszedł jeszcze jeden prezent od losu. Prezent, którego nie dało się już tak łatwo schować przed światem - postępujące problemy z chodzeniem. Lekarz mówiący: "Trafiły się pani dwie naprawdę rzadkie choroby genetyczne", zabrzmiał jakby była zwyciężczynią jakieś makabrycznej loterii, a w niej rozbudził się wielki żal.
Lekcje w-fu spędzała na ławce jako jedyna zwolniona z niego wówczas osoba. To właśnie w czasie jednej z nich padło pytanie: "Nie żałujesz czasem, że nie możesz pobiegać, pojeździć na rowerze tak jak inni?". Ot, zwykły nietakt małolaty. Odpowiedziała: "Nie, w ogóle mi tego nie brakuje", choć z trudem powstrzymała łzy. Twarda była tylko na zewnątrz, nigdy nie odkrywała przed innymi swoich słabości. Udawała, że nic takiego się nie stało, twierdziła, że to nie koniec świata, że wszystko jakoś się ułoży, ale niemal codziennie, wtapiając kolejne łzy w poduszkę, zadawała sobie pytanie "Dlaczego ja?". Myślała o tym jak potoczyłoby się jej życie, gdyby otrzymała do niego nieco inny scenariusz.
Długo tkwiła w pewnego rodzaju zawieszeniu. Przestała wychodzić z domu, a strach przed tym jak zostanie odebrana przez innych ludzi był wręcz paraliżujący. Każda życiowa decyzja pociągała za sobą myśli o możliwościach, które odebrał jej los, o dodatkowych opcjach, które mogłaby mieć, gdyby nie jego okrutność. Nawet wybór szkoły zdeterminował fakt, że miała do niej dobry, niemęczący dojazd, dzięki któremu nie była zależna od transportu rodziców. Miała ogromne poczucie niesprawiedliwości. Tak duże, że nawet nie zauważyła, gdy wiele z tych ograniczeń zaczęła narzucać sobie sama.
Ocknęła się kilka lat później. Zobaczyła jak wiele traci, żyjąc w przekonaniu, że może mniej, niż inni. Obiecała sobie, że przestanie szukać ograniczeń i zacznie rozglądać się za możliwościami. W końcu na pewno życie musiało przewidzieć dla niej jakieś dobre strony, nie mogło być aż tak bezlitosne. Łatwo nie było. Ba, przełamywanie narzuconych barier było jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi przyszło jej się zmierzyć, ale bez wątpienia była to również najbardziej owocna walka.
Nadal walczy sama ze sobą za każdym razem, gdy życie podsuwa jakąś zmianę. Nadal bardzo niechętnie mówi o tym, z czym przyszło jej się zmierzyć. Nadal nie wie co przyniesie przyszłość i nie lubi o niej myśleć. Nadal zadaje sobie pytanie "Co by było gdyby?". Zmienił się jednak kontekst. Teraz zadaje je z myślą, że prawdopodobnie nie była by tak szczęśliwa, jak teraz. Nie oddała by się swojej pasji, nie poznałaby tak wielu fantastycznych ludzi, nie doceniłaby wartości gestów, które ma dziś schowane głęboko w swojej pamięci, nie odkryłaby jak wiele szczęścia mogą dać błahostki. Rozstała się z żalem i powiększyła swoje pole widzenia. W ograniczeniach znalazła całe mnóstwo możliwości. Teraz jest pewna, że było warto.
Dopisek: Ten tekst powstał pod wpływem chwili. Z perspektywy czasu widzę, że nie wygląda do końca tak, jak chciałabym by wyglądał, ale wiedziałam, że ciężko będzie mi cokolwiek opublikować, jeśli pozwolę sobie na kolejny moment zawahania. Nie chcę budować popularności swojego bloga na współczuciu i jeśli zaglądacie tu regularnie, doskonale o tym wiecie. Dostając od Was maile sugerujące, że moje życie jest idealne, czułam się nie do końca fair, stąd moja potrzeba podzielenia się wszystkim, o czym napisałam.





Jesteś bardzo dzielna :) Mierzysz się ze swoimi słabościami, dzielisz się tym i, co najpiękniejsze, możesz stać się inspiracją dla wielu osób zmagających się z podobnymi problemami! Ciepło mi się robi w środku, gdy czytam takie teksty :) Pięknie!
OdpowiedzUsuńpięknie napisane!
OdpowiedzUsuńMoże wyjdę na jakąś rozchwianą emocjonalnie, ale wzruszył mnie ten tekst.
OdpowiedzUsuńMogę tylko dodać: tak trzymaj!
kochana..piekne i szczere..
OdpowiedzUsuńrozczulilam sie czytajac a nieczesto sie rozklejam! rzadko tez komentuje ale od zawsze Cie podziwiam i ciesze sie ze moglam Cie osobiscie poznac :)
OdpowiedzUsuń<3
UsuńPięknie to napisałaś. Jesteś bardzo dzielna i silna.
OdpowiedzUsuńPoruszający wpis... ja co prawda nie jestem chora, no oprócz tego ze prawie nie widzę na jedno oko... ale przez to tez nie wybralam szkoly jaka chcialam... teraz zaluje ze sama się tak ograniczylam... ale teraz sama tez próbuje zdobyć inne umiejętności... A ty dziewczyno jesteś bardzo zdolna!
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze Cię rozumiem :) Wiem po sobie, że nie warto codziennie rozmyślać o pewnych sprawach, bo szkoda czasu na smutek, strach i niepewność.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak. Źle płynie dalej i najlepsze co można zrobić, to czerpać z niego ile się da :)
UsuńOczy mi się pocą.
OdpowiedzUsuńPrzytulam, przybijam piątkę i unoszę kciuk w górę :-) Jesteś zuch dziewczyna i kropka!
To naprawdę jest tekst o Tobie? :) Kochana jesteś mistrzynią blogowania :)
OdpowiedzUsuńŻycie to codzienna walka..i trzeba mieć siłę, by się z nim zmierzyć. DUŻO siły życzę na zawsze:))))
OdpowiedzUsuńJesteś wspaniałym człowiekiem Paula. Podziwiam Cię i szanuję za to, że tak po ludzku podchodzisz do życia. Może to dlatego, że od małego walczysz o samą siebie, może dlatego, że wiesz co to ból, strach i niepewność. Trzymam za Ciebie kciuki i pamiętaj, że zawsze będę o Tobie ciepło myśleć.
OdpowiedzUsuńPS. Z doświadczenia wiem, że ograniczenia są największą motywacją, więc tak naprawdę możemy więcej niż inni! :)
Chyba nie przewidziałam, że kompletnie nie będę wiedziała co odpisywać na takie komentarze! Ściskam :*
UsuńDobrze, że wybrała możliwości zamiast ograniczeń. Ograniczenia są przede wszystkim w głowach a pokonywanie barier tych fizycznych i psychicznych daje ogromną satysfakcję, ogromną!
OdpowiedzUsuńOby dalej kroczyła tą drogą
Kochane ograniczenia, przeszkody i inne stwory :)
OdpowiedzUsuńSuper napisane!
OdpowiedzUsuńSama miałam chorobę i 3 tygodnie byłam w szpitalu, z czego 2 tygodnie jeździłam wózkiem, zabronili mi dużo chodzić, chyba, że z łóżka do wózku i z powrotem, jak pomyślałam, co by było gdyby tak zostało na zawsze, zrozumiałam jak okropnie czują się niepełnosprawni ludzie...
Dziękiza ten tekst, też się staram walczyć z ograniczeniami, które najczęściej sama sobie narzucam. Dobrze wiedzieć, że jest nadzieja.
OdpowiedzUsuńBardzo odważny krok. Mówienie o naszych słabościach nie jest prostą rzeczą, bo nigdy nie wiem jak ludzie to odbiorą. Masz w sobie taką siłę, której inni tylko mogą pozazdrościć. Całym sercem jestem z Tobą.
OdpowiedzUsuńJesteś bardzo dzielna! zdrowia i bajkowego życia:) :*
OdpowiedzUsuńLudzie sami tworza dla siebie bariery i przeszkody. Najgirsze co mozna zrobic to uzalac sie nad soba i poddac sie, a wiem to sama po sobie. Teraz jestem szczesliwa i gardze soba sprzed kilku lat bo wiem ze moje problemy chociaz byly splotem roznych przykrych wydarzen, mimo wszystko wziely sie rowniez z mojej glowy. Juz nie uzalam sie nad soba, staram sie unikac stresow i ludzi bedacych tylko pozornie przyjaciolmi. Trzeba cieszyc sie zyciem a nie marnowac bezcenne minuty na smutek, bo kto wie ile czasu Nam tu zostalo?
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Tobą w stu procentach, szkoda czasu na smutki :)
Usuńmotto z Twojego nagłówka zawsze poprawia mi humor :), będzie dobrze ..... :)
OdpowiedzUsuńPaula, moja siostra która chorowała przez 3 lata i wygrała wojnę ze złośliwym nowotworem mózgu nauczyła mnie jednego. Że nie warto się poddawać, a nasze ograniczenia są jedynie w nas samych, w naszej podświadomości.
OdpowiedzUsuńUczymy się cieszyć życiem dopiero gdy stajemy przed pewnymi punktami zwrotnymi.
Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją odwagę do życia.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńUsuwanie negatywów jest słabe. Zmierz się ze zdaniem innych, bo inaczej ten tekst nie ma sensu.
UsuńJak dla mnie o wiele bardziej słabe jest krytykowanie cudzego wyglądu pod płaszczykiem anonimowowści, ale co ja tam wiem.
UsuńNo przecież nie piszę anonimowo i, wydaje mi się, w miarę kulturalnie, choć ok, mogłabym grzeczniej.
UsuńSorry.
Jamapi, a Ty co ciągle robisz? Usuwasz wszystkie komentarze, blokujesz ludzi. Jesteś najbardziej chamską i wredną blogerką jaką znam.
UsuńPaula, Słoneczko. Nie ma się co przejmować tą osobą, bo to persona non grata.
Sama jestem po dwóch ciężkich operacjach, które dały mi możliwość normalnego funkcjonowania w społeczeństwie także poniekąd Cię rozumiem, choć ja nigdy nie ograniczałam się sama. To mnie ograniczano :(
Jesteś wspaniałą i wartościową osobą. Pewnie dla tego twój blog przyciąga tylu ludzi.. :-) Ja też chorowałam. Przez mój własny strach przed tym co ludzie powiedzą straciłam praktycznie dwa lata. Szkoła była dla mnie prawdziwą udręką, bo właśnie tam byli ci wszyscy ludzie. Ciągle odwiedzałam szpital, nie z własnej chęci.. Na dodatek setki wizyt u psychologa.. Lecz po dwóch latach otrząsnełam się i zaczełam szukać nowych pasji. I znalazłam: malowanie, śpiew i grafika.. Do tego wydałam własną książkę. Pamiętaj! Nie ważni są ludzie, ważna jesteś TY! Spełniaj marzenia, realizuj się i bądź szczęśliwa! Zdrowia i siły życzę!
OdpowiedzUsuńBrawo! Takie historie potrafią podbudować :)
UsuńTeż los mnie nie oszczędził i postawił przede mną przeszkody. Było mi bardzo przykro, że nie mogę robić tych samych rzeczy, co inni rówieśnicy. Ale w końcu powiedziałam "stop". I zaczęłam powoli i żmudnie przekuwać "wadę" w zaletę :) Pewnych rzeczy nie przeskoczymy, a można na nich zyskać, jeśli spojrzysz na nie z dobrej strony.
OdpowiedzUsuńOlu, Twoje ostatnie zdanie jest kwintesencją tego, co chciałam przekazać tym wpisem :)
UsuńCzyli potrafię czytać ze zrozumieniem :D Ufff...
UsuńO sobie powiem jeszcze tylko tyle, że ludzie bywają teraz bardzo zaskoczeni, gdy dowiadują się "co ze mną jest nie tak". Więcej o mnie przeczytasz na blogu, jeśli będziesz zainteresowana ;)
Paula, życzę duuużo dużo siły i wiary we własne możliwości!
Paula! wchodzę codziennie na bloga ale jeszcze chyba nigdy nie komentowałam, zazwyczaj jestem biernym czytelnikiem, a teraz muszę skomentować - jesteś super dziewczyną, szczerą i prawdziwą. właśnie tymi cechami przyciągasz czytelników. co do różnych ograniczeń, to każdy jakieś ma, tylko właśnie od nas zależy w jakim stopniu te ograniczenia wpłyną na nasze życie. jesteś cudowną osobą i musisz w siebie wierzyć, świat należy do Ciebie! mam nadzieję, że przez to że do nas się otworzyłaś, pomoże Ci to dodać więcej odwagi do życia. przesyłam dużo siły do nowych wyzwań i moc uśmiechu! ;)))))
OdpowiedzUsuńDziękuję, fajnie, że się odezwałaś :)
UsuńMam wrażenie, że ograniczenia mobilizują najbardziej. To właśnie osoby, które z przyczyn losowych muszą się czegoś wyrzec są na tyle silne i zdeterminowane, żeby żyć aktywnie i kreatywnie. Brawo! Przełamywanie własnych barier jest czymś fantastycznym!
OdpowiedzUsuńMoże dzięki ograniczeniom i przeszkodom życie smakuje lepiej :)
OdpowiedzUsuńA co do negatywnych komentarzy - to miejsce Pauli i jeśli nie chce tu mieć fali malkontenctwa i pouczeń - to bardzo dobrze, że usuwa takie komentarze. Ten blog jest jak piękny i zadbany ogród, a nikogo nie dziwi, że w ogrodzie nie chcemy pozwolić plenić się chwastom ;P
żyjąc w siedzi trzeba się liczyć z negatywami.
UsuńŚwietnie napisane :)
UsuńW sieci jak w życiu negatywy sa, ale w obu tych miejscach nie musimy ich sluchac;)
UsuńI tak je przeczytacie (negatywne komentarze) : po prostu chyba boli was to, że przeczytają też inni? Mi się robi słabo od tych słodkich komentarzy. Naprawdę wolę poczytać komentarze u chociażby ANWEN, gdzie są też negatywne i ludzie mogą wyrażać swoje opinie. Szkoda, bo Twojego bloga, Paula lubię bardzo. A w zasadzie jednym i dośc dużym minusem tutaj jest usuwanie komenatrzy. Jak komentarz o wyglądzie umiem zrozumieć (nie wiem, co tam było napisane), tak usuwanie komentarzy po prostu, które mają coś skrytykować, już nie umiem zrozumieć. Jest różnica pomiędzy krytyką, napisaniem, że coś się nie podoba, a wyzwiskami i "hejtowaniem". Nikt nie jest idealny i każdy będzie miał pod swoimi notkami negatywy. Ale jednak blogi, gdzie widać tylko komentarze "tak, jesteś świetna!" czy : "w 100% się z Tobą zgadzam!" po prostu wyglądają przesztucznie.
UsuńAle mimo wszystko życzę Ci wszystkiego najlepszego, i mam nadzieję, że mój komentarz nie zostanie usunięty, mimo, że jestem anonimem (niestety nie mam konta..) :)
Anonimie, jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że jest różnica między konstruktywną krytyką (naprawdę konstruktywną, a nie tylko tak nazwaną), a pisaniem komentarzy, które mają na celu wyłącznie sprawienie przykrości. Tych pierwszych nie usuwam nigdy, drugie - zawsze. 95% negatywnych komentarzy pod tym wpisem pochodziło z IP tylko jednej osoby, która pojawia się tu wyłącznie po to, by napisać komentarz w klimacie "Jesteś przebrzydka". Naprawdę sądzisz, że powinnam traktować poważnie takiego człowieka i tolerować jego obecność tutaj? Wychodzę z założenia, że blog jest takim moim internetowym mieszkaniem, do którego zapraszam ludzi. Wypraszam z niego osoby, które pojawiają się po to, by sprawić mi przykrość, podobnie jak wyprosiłabym takie osoby z własnego mieszkania.
UsuńNie do końca jest tak, może czasem popadasz w paranoje? To mój bodajże, 3 komentarz tu. Pierwszy napisałam o tym,że nie podoba mi się, że w każdym "poście" dodajesz ten sam, "podobny" nagłówek z "o...." jeśli wiesz o czym mówię. Nigdy w życiu Cię nie skrytykowałam, dla mnie to nie była krytyka, a wyrażenie swojego zdania. Skasowałaś mój komentarz. Spytałam dlaczego, odpisałaś, że ciągle to samo IP i , że wchodzę tutaj , tylko po to, aby Cię hejtować. Mam nadzieje, że to głupia pomyłka, bo szczerze mówiąc zrobiło mi się odrobinę przykro.
UsuńDrugi komentarz dodałam pod twoim postem z "przepisem", napisałam, że szkoda, że twój blog jest coraz częściej reklamą. Komentarz usunięty. Nie rozumiem.
Jasne, komentarze typu "jesteś przebrzydka" od razu powinny lecieć do usunięcia, ale nie uważam, że moje komentarze czymkolwiek Cię uraziły. Może nie chcesz, żeby inni dzięki komentarzowi, zaczynali dostrzegać jakieś negatywy? Nie umiem tego zrozumieć i mam nadzieję, że takie sytuacje będą zdarzały się coraz mniej. Bo naprawde, myślę , że nie tylko mi, czyta się zdecydowanie lepiej bloga, który pod swoimi wpisami ma też komentarze, które prowadzą do dyskusji, niż tylko "super pomysł!" "jesteś świetna!" "uwielbiam cię!"
Och, zatem pewnie również wszystkie Twoje pozostałe komentarze m.in. na temat tego, że wszystko robię dla kasy, jestem zgryźliwa (wybacz, więcej nie chce mi się szukać) nie były krytyką, a zwykłą troską. Ach ja głupia.
UsuńOdzywasz się tylko kiedy możesz coś skrytykować i absolutnie nigdy nie jest to krytyka konstruktywna, a taka wbijająca szpilę, poważnie jeszcze zastanawiasz się dlaczego wylatujesz? :D
Nigdy nie napisałam, że wszystko robisz dla kasy. I bardzo proszę, abyś mi tego nie wmawiała, bo tak nie napisałam.
UsuńTroską? Przecież nie twierdzę, że piszę, bo się troszczę. Wyrażam swoją opinię, bo czytam bloga dość długo, i myślę, że każdy ma do tego prawo.
Gdzie skrytykowałam Cię wbijając szpilę? Myślę, że mylisz IP i mylisz osoby. Przykre, ale faktycznie, właśnie teraz jesteś zgryźliwa, bo próbuję wytłumaczyć ci, że nie do końca kasowanie wszystkich negatywnych komentarzy jest w porządku, natomiast TY próbujesz mi powiedzieć, że wbijam ci szpilę. Nie dziwię się, że wolisz czytać komentarze, że jesteś świetna i wszystko co zrobisz jest genialne, ale na Boga, nie popadajmy ze skrajności w skrajność!
Uch, dobra, poddaję się. Wiedziałam, że wchodzenie w tę dyskusję nie ma sensu. Temat zamykam, każdy kolejny komentarz będzie usuwany.
UsuńNie podoba mi się to. ''Temat bez sensu, więc zamykam i usuwam'', no proszę Cię... dziewczyna normalnie pisała, mam wrażenie, że poddałaś się dlatego, że nie miałaś już argumentu. Mogłaś po prostu zakończyć dyskusję, i tyle, po co dopisek o usuwaniu każdego kolejnego komentarza? Jako osoba postronna, która czyta z boku tę dyskusję, widzę, że przecież jest ona normalna, całkowicie, bez hejta, próbująca wytlumaczyć swoje racje, a Ty się obruszasz i mówisz, że będziesz usuwać kolejne komentarze? Gdzie tu sens? Gdzie tu dystans? Trochę mnie to bawi gdy ktoś pisze o dystansie, o tym, że można pisać, ale w gruncie rzeczy... to nie można pisać krytyki, nawet kulturalnie ;D Lubię Twojego bloga i Twoje posty, jest na szczycie moich ulubionych miejsc w sieci ale błagam, nie rzucaj tekstami o usuwaniu kolejnych komentarzy, bo znowu poleci fala krytyki, że jednak je usuwasz, mimo że nie ma powodu...
UsuńPopełniam czesto ten sam błąd - zamiast skasowac głupotę, grzecznie odpowiadam. Ktoś wyciąga mylne wnioski i rozpętuje się burza... :(
UsuńMyslalas kiedyś o pomocy ludziom, którzy utracili nadzieję? Jesteś żywa motywacją!
OdpowiedzUsuńMyślę, że nie osiągnęłam jeszcze na tyle dużo, by o tym myśleć ;)
UsuńP.S. Przepraszam, usunęłam Twój powyższy komentarz, bo bez kontekstu w postaci usuniętego hejtu był trochę niezrozumiały dla osób postronnych :)
Raz na jakiś czas, każdy z nas, choćby nie wiem o czym pisał bloga ma potrzebę napisania takiego wpisu. Wydaje mi się, że jestem sobie w stanie wyobrazić ile 'kosztowało' Cię napisanie go, ale cieszę się, że to zrobiłaś, bo dzięki temu poznałam Cię lepiej. A przede wszystkim bardzo się cieszę, że uwolniłaś się o tych ograniczeń, które były tylko w Twojej głowie! Bo fizyczne ograniczenia prawie każdy jakieś ma, ale jak głowa nie dokłada dodatkowych to można z nimi nauczyć się żyć i być bardzo szczęśliwym.
OdpowiedzUsuńJesteś cudowna! Pomimo, że czytam twój blog od jakiś 5 miesięcy nigdy nie zorientowałam się, że jesteś chora czy coś takiego! Pamietaj, że nie ma co nad takimi rzeczami rozpaczać, jak nie ma na to rady to trudno! Znajdźmy pasję i żyjmy! Ja jestem dyslektyczką i praktycznie każde słowo muże sprwdzadź w słowniku. Na dodatek jeszcze mam chorobę skóry, lecz staram się nie przejmować. Nie ograniczaj się i rub wszystko co cie uszcześliwia. :-)
OdpowiedzUsuńbardzo potrzebowałam dziś takich słów, dziękuję, także za to że jesteś i piszesz!
OdpowiedzUsuńUwielbiam Cię. Za to, że jesteś taka autentyczna. Wzruszył mnie ten tekst, nie czuje litości, a jedynie smutek. Niestety nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Ale cieszę się, że stajesz się silniejszą osobą, bardziej pewną siebie. Trzeba walczyć o siebie, o swoje marzenia. Nie przestawaj i dawaj motywację innym ;)
OdpowiedzUsuńJa jeżdżę na wózku inwalidzkim od 6 lat i też ciężko mi było. Tym bardziej że moją pasją był taniec. Nie mogłam otrzæsnąć się z tego 3 lata. Wstydziłam się, bałam się, ograniczałam. Lecz teraz wiem że nie warto było zapisałam się na kurs angielskiego, po za tym chodzę na zajęcia wokalne i prowadzę tak jak ty bloga. Nie ograniczajmy się, pomimo nie powodzeń losu!
OdpowiedzUsuńFantastycznie czyta się takie komentarze, cieszę się, że się odezwałaś i duży szczun za przełamywanie się! :)
UsuńMoja Druga Połówka jest grafikiem - pokazałam mu właśnie Twoje grafiki i powiedział "Ma dziewczyna talent! Bardzo ładne zabiegi ilustratorskie". A kiedy powiedziałam mu o negatywnych komentarzach, to powiedział, że to dlatego, że ludzie są zdrowi i nie osiągnęli tyle co Ty i czują się z tym źle ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję, to bardzo miłe, ale ten wpis nie powstał po to by szukać litości, czy pocieszenia :) Chciałam po prostu to z siebie wyrzucić :)
UsuńCo cię nie zabiję to cię wzmocni :) :*
OdpowiedzUsuńPewnie wyjde na hejtera, ale dla mnie taki tekst to trochę użalanie się albo próba wzbudzenia współczucia? Ja też od dzieciaka tułam sie po lekarzach, szpitalach, też nie ćwiczyłam na wf i dużo rzeczy mnie omijało, na dodatek dzieciaki potrafiły dokuczac niemiłosiernie, ale na Boga, są gorsze problemy. Żyjesz, zarabiasz, ma 2 nogi i 2 ręce, rodzinę, a tekst jakbyś nie wiadomo co przeżyła.
OdpowiedzUsuńUwierz, że jestem ostatnią osobą, która ma zamiar użalać się nad swoim losem za pośrednictwem bloga. Oczywiście, że są gorsze problemy, ale czy to znaczy, że mamy nie mówić o swoich? Choroba jest nieodłączną częścią częścią mojego życia i po prostu doszłam do momentu, w którym nie chciałam jej dłużej ukrywać przed czytelnikami.
UsuńO rety! Nie rozumiem ludzi - raz piszą, że słodzisz i opisujesz idealne życie, a jak napiszesz coś szczerego i swoje uczucia to od razu rozczulasz się nad sobą...
UsuńO lluuuudzie.. Tam nie ma użalania, tylko opowiada swoją historię, nie widzę w tym nic złego. Wręcz przeciwnie.
UsuńA nawet jakby się chciała użalać, to też ma do tego prawo..
Sorry, to jej miejsce, jej "dom" może robić to co chce, a jak się komuś nie podoba to po prostu nie czyta. Koniec. Takie jest moje podejście do blogów - każdy ma prawo pisać co chce i w jaki sposób chce, a komu się nie podoba to wychodzi i nie wraca.. Szkoda, że tak mało osób to rozumie..
Pzdr. Marta
Żeby wiedziec czy się podoba czy nie trzeba najpierw przeczytać :p A wiem, że to jej blog i przecież niczego nie zabraniam pisać, ale gdy coś się publikuje w necie to trzeba liczyć się z tym, że ludzie mogą to oceniać i komentować, ba, mogą napisać, że to im się nie podoba! A nie muszą od razu "wychodzić i nie wracać"... Jak się jest tak czułym na krytykę to się powinno pisać pamiętnik, a nie blog, pozdrawiam.
UsuńSmutny tekst, ale z pięknym morałem. Wytrwałości i zdrowia życzę :)
OdpowiedzUsuńNajwiększe zwycięstwa odnosi się nie "dzięki", a "pomimo", a ludzie, którzy pokonują ograniczenia są silniejsi od tych, którzy na nie nie trafiają. :-)
OdpowiedzUsuńNajgorsze są te ograniczenia, które sami narzucamy. Paulo, a jak jest teraz z Twoim zdrowiem? Czy zmiana podejścia do życia spowodowała jego poprawę, czy nadal jest tak samo ale po prostu mniej się tym ,,przejmujesz"?
OdpowiedzUsuńW moim przypadku nie ma szans na opcję "będzie lepiej", ale od jakiegoś czasu nie jest również gorzej, a to najważniejsze :)
UsuńCzęsto słyszę, widzę, dowiaduję się o ludziach, którzy dokonali rzeczy niemożliwych. Osoby nie mogące chodzić biorą udział w maratonach. Dzieci, którym zakazano być dziećmi-zabrano im marzenia-spełniają swoje nowe marzenia :D Jedynie my sami możemy się ograniczać. Kochana-walcz, żyj... rób co robisz :) bo dzięki takim ludziom jak ty, inni mogą się nauczyć większej wrażliwości na piękno, docenić swoje życie... spełniać marzenia :D
OdpowiedzUsuńmasz chore nogi, czy jeszcze jakąś inną chorobę???
OdpowiedzUsuńNie gniewaj się, ale nie odpowiem na to pytanie. To, co napisałam we wpisie jest wszystkim, czym chciałam się z Wami podzielić i nie chciałabym bardziej zagłębiać się w ten temat. Mam nadzieję, że to uszanujecie.
Usuńrozumiem, szanuję, ale jeśli już zaczynasz cokolwiek o sobie opowiadać, to... albo dokończ temat, albo nie urywaj w połowie zdania
UsuńNo sorry, ale nikt nie musi wchodzić w szczegóły. Napiiła tyle, na ile miała ochotę/odwagę czy cokolwiek innego. Może jeszcze historię choroby? .
UsuńSą osoby, które tak - opisują przebieg choroby, leki, reakcje, wszystko. Ale na tym polega ich blog. Sama znam 2 takie osoby. A są inni, którzy chcą tylko zasygnalizować, podzielić się jakąś cząstką siebie, i co w tym złego..?
Marta
Anonimie, a co Ci do tego? Zapytaj jeszcze o pin do karty bankomatowej...
UsuńMy nie jesteśmy blogerkami, które obnażają się w całym internecie. Bo i po co?
Hej Paula, podziwiam za odwagę opisania. Teraz będziesz musiała mierzyć się z milionem dociekliwych pytań o chorobę i hejtami w stylu "inni mają gorzej", "użalasz się", chociaż jestem pewna, że tekst napisałaś z potrzeby serca i uwierającego tematu, który w Tobie siedział. Czasami żałuję, że opisałam swoje zmagania z chorobą, ale potem czytam jakiś komentarz albo mail, że komuś dało to powera. albo pomogło się ogarnąć. Wtedy czuję, że to ma sens. Dlatego cieszę się, że powstał Twój tekst. Uśmiech! :)
OdpowiedzUsuńZdaję sobie z tego sprawę, ale od wczoraj dostałam już kilka tak cieszących serce maili, że choćby hejty przeważyły pozytywy, nie będę żałować, że w końcu odważyłam się o tym napisać :)
Usuńcieszę się, że się odwżyłaś, to w pewien sposób pomaga się oczyścić :) Ściskam kciuki za zdrowie w każdym wymiarze! :)
UsuńJak widac po komentarzach mamy 2 opozycje. Gdy zaczelam czytac, myslalam, ze to wstep do ksiazki, a pozniej zrozumialam ze chodzi o Ciebie!
OdpowiedzUsuńPodziwiam za odwage i przyznanie sie do swoich slabostek, choroby. Czlowiek jest tak skonstruowany, ze umie glownie marudzic i uzalac sie nad soba. Rozboli nas glowa lub brzuch i juz mamy wielkie halo. W takim momencie od razu nasuwa mi sie pytanie co maja powiedziec na prawde chore osoby, one nie uzalaja sie nad soba tylko zaciskaja zeby i pojazuja swiatu na co je stac!
Tak trzymaj Paula i nie poddawaj sie!
aż mi się łezka zakręciła
OdpowiedzUsuńKurcze... wielokrotnie człowiek widzi tylko czubek własnego nosa, wyolbrzymia problemy, które są tak naprawdę bzdurami, a nie zdaje sobie sprawy, jakie problemy mogą mieć inni. Podziwiam i ściskam do serducha! :*
OdpowiedzUsuńPaula tekst piękny, ale nie zaczynamy zdań od czasownika! Bardzo mi się podoba, ze blog stał się naprawdę częścią Ciebie. :-) nie trać motywacji i działaj, bo efekty są niezłe. ;)
OdpowiedzUsuńCzytam Twój komentarz już trzeci raz, ba, nawet Google przewertowałam i nadal nie wiem czemu nie zaczynamy zdań od czasownika :D Mogę liczyć na jakieś wyjaśnienie? :)
UsuńPaula, jesteś NIESAMOWITA!!! Ten tekst jest kwintesencją cytatu na jaki się ostatnio natknęłam: Losers wait for motivation - winners just get shit done. Marie Forleo. A zatem kim jesteś? Jesteś zwycięzcą... Pozdrawiam i kibicuję Karolina W.
OdpowiedzUsuńŚwietny tekst! Przydałaby się taka tapeta motywacyjna :)
UsuńMądry tekst też do tego dochodziłam powoli, teraz znów los zrzuca na mnie problemy z sercem i się zastanawiam jak to możliwe przy wszystkich innych chorobach jakie mam jeszcze to? musze przetrawić by iść do przodu
OdpowiedzUsuńPaula jesteś dzielna, czytam Twojego bloga od dłuższego czasu, i widzę jak się zmieniasz, jak starasz się być coraz to lepszą wersją siebie, cieszę się, że się ośmielasz, że wychodzisz na spotkania z innymi blogerami. Widzę w Tobie zmotywowaną i gotową na życie młodą kobietę, która prze do przodu a myśl o przeszłości i o trudnościach jedynie ją motywuje do działania. Taką Ciebie "znam". Trzymaj się i oby tak dalej. Bo najważniejsze, to nie ograniczać siebie samemu.
OdpowiedzUsuńJesteś niesamowitą osobą! Podziwiam Cię, że dałaś radę i stawiłaś czoło wymówkom i problemom! Życie jest dla ludzi, wszystko jest dla ludzi i należy brać wszystko od niego pełnymi garściami! Mimo, że o tym piszę, nadal się tego uczę. Jest to długi proces, ale koniec końców - warto! No...warto na 100% skoro nawet małe postępy i sukcesy sprawiają tak wielką radość! Trzymaj się i życzę powodzenia!
OdpowiedzUsuńGratulacje i oby tak dalej! Pokaz co mozesz i nie poddawaj sie!!
OdpowiedzUsuńTakie posty nigdy nie sa latwe, ja sama nie lubie dzielic sie z osobistymi rzeczami na blogu, ale twoj blog jest na tyle popularny, ze dobrze zrobilas!!
Pokazuj dalej, ze jestes silna- bo taka jestes!
Pozdrawiam!!
Grunt to starać się nie ograniczać samego siebie :) Brzmi łatwo, ale to chyba najtrudniejsza rzecz...
OdpowiedzUsuńMoim zdanie, pisanie o sobie w trzeciej osobie jest słabe, to jest poziom charlize mystery.. biorąc pod uwagę tematykę notki, myślę, że powinnaś pisać wszystko, albo nic.
OdpowiedzUsuńpopieram, to tak jakbyś chciała pokazać, że jesteś taka biedna bo chorujesz, ludzie mają raka, chore dzieci, sa poparzeni, po wypadkach, bez nóg, bez rak, bez piersi, bez oczu, no i co.. i kurczę jakos żyją i nie wypisują o tym w necie, po co ten post, w celu użalania się, poskarżenia, pokazania jak jesteś bezsilna, no cóż, psycholog sie kłania, ale widze, ze teraz jakaś moda zapanowała na pisanie o swoich chorobach, deprechach i rzeczach, w których i tak koleżanki bloggerki nie sa w stanie pomóc
UsuńAnonimie - masz prawo do takiej opinii (szkoda jednak, że niepodpisanej choćby imieniem). Ja przedstawię swoje zdanie (a coraz rzadziej komentuję na blogach). Według mnie Paula pokazała właśnie swoją siłę, a nie bezsilność. Nie odebrałam też tego wpisu jako użalanie się i skarżenie na los.
UsuńWszyscy inni marudzący - to Pauli miejsce, napisała jak chciała, co chciała i ile chciała. Jej sprawa. Tak samo usuwanie negatywów - chce usunąć i nie patrzeć na nie, proszę bardzo. Jej wybór.
Paula - dołączam do autorek "słodkich komentarzy" :-) lubię czytać wpisy lub całe blogi o tym, jak ludzie się nie poddają słabościom/chorobom/przeciwnościom losu i walczą, a z walki wychodzą mocniejsi. Podziwiam, staram się brać przykład i życzę wszystkiego najlepszego!
A hejterzy będą zawsze i wszędzie, tak już mają. No kurwa, wiadomo że mogłaś mieć gorzej. Wiadomo też, że mogłaś mieć lepiej. Chyba trzeba doświadczyć na własnej skórze lub w rodzinie poważnego problemu np. zdrowotnego, żeby móc inaczej spojrzeć na takie wpisy. Myślę, że hejtują osoby młode, które niewiele przeżyły.
W weekend pochłonęłam zawartość bloga chustka.blogspot.com (wszystkim polecam, jeśli nie znacie) - ona też miała hejterów. Nie do wiary. Jak to już dawno temu śpiewał Pearl Jam: "What the fuck is this world
running to?"
Chustka miała hejterów? Jak dobrze, że czytam jej bloga w formie książki.
UsuńNo bo rozumiesz, jadła sushi w knajpie. Wg hejterskiego rozumku - za pieniądze z fundacji.
UsuńMuszę kupić książkę, chcę wrócić do jej historii. Obejrzeć film też chcę.
MadAsAHatter <3
Usuń:-)
UsuńTwój blog to jeden z moich ulubionych :) Trzymaj się ciepło :*
OdpowiedzUsuńKurczę, tak czytam te komentarze i naprawdę nie rozumiem o co chodzi niektórym z komentujących... Napiszesz, że jesteś szczęśliwa- zakrzyczą Cię, że się chwalisz, napiszesz coś szczerego, coś co Cię boli- zarzucą Ci, że się uzażalasz i przecież inni mają gorzej. A nie pomyślał nikt z Was, że może Paula napisała to po to żeby podnieść na duchu osoby zmagające się z podobnymi problemami? Może tym wpisem chciała pokazać, że mimo przeciwności losu potrafiła się podnieść i nauczyć się patrzeć pozytywnie w przyszłość? Że nasza siła i możliwości zależą od tego jak myślimy o sobie? Że jedynymi ograniczeniami jesteśmy my sami? Paula podziwiam Cię, że zebrałaś się na odwagę żeby nam o tym opowiedzieć. Trzymam kciuki za Ciebie. Wierzę, że przed Tobą jeszcze wiele dobrego! :)
OdpowiedzUsuńMam wrażenie, że spora część nie doczytała nawet tego wpisu do końca, a co tu dopiero mówić o zrozumieniu. Ale i tak było warto :)
UsuńJasne, że było warto :) Wystarczy spojrzeć na ogrom pozytywnych komentarzy :) Pozdrawiam!
UsuńZazwyczaj nie komentuję, ale jak przeczytałam komentarze to złapałam się za głowę. Paula, jesteś osobą niezwykle utalentowaną i inspirującą. Dzięki Tobie bardziej ogarniam programy graficzne (chociaż do pięt Ci nie dorastam), nawet bawię się strzałkami i fontami które udostępniłaś. Dzięki Tobie używam konturówki na całe usta (jaka wygoda), co miesiąc zmieniam tapetę na laptopie (jestem uzależniona od Twoich tapet) i uwielbiam aplikację Duolingo którą poznałam dzięki Tobie. Mogę sobie wyobrazić ile kosztowało się odwagi by napisać ten tekst. Mimo że nie mam takich poważnych problemów zdrowotnych jak Ty, ale będę brała jako przykład Twoje pozytywne podejście do życia. Nie poddawaj się i bądź sobą :)
OdpowiedzUsuńJesteś dzielna,trzymaj tak dalej ;*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie ;*
Paula, wyrzucenie tego z siebie musiało być dla Ciebie strasznie trudne - podziwiam Cię za odwagę, że zdecydowałaś się o tym napisać. Szczerze, załamałam ręce czytając anonimów twierdzących, że to użalanie się nad sobą i próba wzbudzenia litości - no hej, gdyby tak było to w każdym poście żaliłabyś się jak Ci ciężko...nie dziwię się, że usuwasz takie komentarze.
OdpowiedzUsuńDla mnie wcale nie jest to próba zwrócenia na siebie uwagi, a pokazanie innym, że mimo przeciwności można być szczęśliwym i tak trzymaj Paula! Cieszę się też, że wyjaśniłaś w tym wpisie na czym polega Twoja choroba i kurczę, teraz czuję się głupio przypominając sobie jakiś swój dawny komentarz pod postem o wycieczce w góry, w którym twierdziłam, że wjeżdżanie wyciągiem nie ma takiego uroku jak wchodzenie na szczyt na własnych nogach....Teraz już takiej wtopy nie powtórzę :)
Uściski!
Daj spokój :) Po pierwsze nie mogłaś tego wiedzieć, a po drugie już od dawna przestałam być wyczulona na takie rzeczy :)
UsuńBardzo szanuję Ciebie. Twój blog to stały punkt na mojej liście internetowej, nawet wyświetla się jako jeden z najczęściej odwiedzanych :) Jednak ten wpis nie spodobał mi się. Wiem, że nie miałaś lekko w życiu. Trudno oceniać co przeżyłaś na podstawie krótkiego tekstu. Nawet nie powinno się tego robić. Uważam jednak, że każdy w życiu ma problemy. Jedni są odrzuceni przez rówieśników, którzy jak sama pewnie dobrze wiesz bywają bezczelni. Inni mają problemy z pieniędzmi w domu (raczej z ich brakiem). Alkoholik w domu - też ciężka sprawa. Nie wspomnę już o nowotworach, strachu o bliską osobę. W życiu nie tylko ty doznałaś bólu, cierpienia i goryczy. Każdy ma jakieś problemy, a to że się o tym nie mówi nie oznacza, że one nie istnieją. Reportaże z ludźmi po powodzi, pożarze - stracili wszystko (materialnie), ale wszyscy żyją i to jest dla nich najważniejsze. I nie piszę o swoich problemach, mojej rodziny, ale uwierz każdy je ma. To codzienność.
OdpowiedzUsuńNie podłamuj się :)
No ludzie! Tak jak napisałaś każdy ma w życiu problemy. Są elementem naszego życia. Czy w związku z tym mamy udawać, że ich nie ma i pisać wyłącznie o tej jasnej stronie życia???!! Paula nie uprawia tu regularnego biadolenia. Nie narzeka jak to jej ciężko. Generalnie jest wesoło, lekko i w kropki:) Zawsze sympatycznie, inteligentnie, z dystansem do siebie. To zresztą jej skrawek internetu i teoretycznie moze tu robic co chce. Teraz chciała podzielic sie z nami cholernie ważną częścią swojego życia. Taki kawał prawdy, bo czuła, że to przeszkadza i musi to wreszcie wyrzucić z siebie. Próbowac oswoić wroga, a nie wciąż udawać i ukrywać go pod tapczanem. Masz dziewczyno pojęcie jak trudno bylo jej napisać taki post? Jak zastanawiała sie nad formą przekazu? Jak rozmyślała nad naszą, czytelników reakcją? Żyjemy w świecie, w którym kocha się pięknych, zdrowych i bogatych. A przeciez każdy potrzebuje akceptacji. Cieszę, ze uznałaś Paulo, że jesteś gotowa. Bo widzę, że komentarze są zaskakująco skrajne. Podziwiam Cię i wspieram. Jesteś wspaniała, pamiętaj o tym!
UsuńDzięki Ci Magdo za ten głos rozsądku :)
UsuńKochana nie ma za co. Krew czlowieka zalewa jak czyta się niektóre komentarze. Fajna z Ciebie babka i tyle. Powinnaś być przykładem dla wszystkich. Walczysz o siebie, a masz przecież trudniej niż inni. Podziwiam Cię za to, że się nie poddajesz i robisz tyle fantastycznych rzeczy. Jesteś zdolna i mądra, a tym wpisem pokazałaś, że również odważna. Trzymam za Ciebie kciuki!!!
UsuńNienawidzę jak bawicie się w złotych czytelników. Każdy ma prawo do swojego zdania. Po to są komentarze, żeby je pisać. A jak znajdzie się jakaś osoba o innych poglądach, które wypowie w grzeczny i taktowny sposób to ZAWSZE znajdzie się człowieczek, który w grubiański sposób zacznie dorzucać swoje 3 grosze. Myślisz, że w ten sposób przekonasz mnie do swojego toku myślenia? Otóż nie. Podtrzymuję swoje zdanie w 100 procentach. Napisałam, że nie podoba mi się ten post, bo tak naprawdę nic nie wnosi. Równie dobrze mogłabym napisać o moich problemach, a nawet o wczorajszym dniu...
UsuńCzułam się jakbym czytała książkę, świetny dobór słów i ładnie opowiedziana historia. Nie myślałaś nigdy nad pisaniem książek? Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że mój warsztat nie jest na tyle dobry, bo o tym myśleć, ale dziękuję za miłe słowa :)
UsuńCzlowieka mozna zniszczyc, ale nie pokonac ;) ;*
OdpowiedzUsuńJak to mówią... co cię nie zabije to wzmocni. W dzisiejszych czasach trzeba byc silnym, bo przeciwnosci zyciowe stawiaj.a nam czola każdego dnia. Bądź silna i dużo wytrwałości życzę. ;)
UsuńPaula, jesteś świetna! :) Zaglądam tutaj nie od dzisiaj i odbieram Cię jako niezwykle zdolną i komunikatywną osobą. Sama pracuję jako grafik i bardzo doceniam Twoje prace. Swoją drogą swoje prace czasami określasz jako "próbę robienia grafik". Ty jesteś grafikiem, z bardzo dobrym wyczuciem i trzeba to nazywać po imieniu ;) I tak właśnie mi się kojarzysz - jako zdolna osoba, ambitna i jak widać z powyższego wpisu - mająca hart ducha mimo różnych przeciwności losu. Zawsze podziwiam Cię za umiejętność prowadzenia tego bloga - to dowód na ponadprzeciętne zdolności komunikacyjne :)
OdpowiedzUsuńPo tym wpisie zaczęłam Cię podziwiać. Brawo! :*
OdpowiedzUsuńEwa
Bardzo dobry post. Dużo szczęścia i zdrowia! Ściskam ze Śląska ! :)
OdpowiedzUsuńO lol, przeczytałam właśnie falę hejtu. Jak pokręcony trzeba mieć umysł, żeby uważać, że próbujesz zwrócić na siebie uwagę? Ja chyba jestem za stara na zrozumienie tego świata czasami :P
UsuńKiedy się poznałyśmy - zastanawiałam się czy taki tekst kiedyś na blogu się pojawi. Mam nadzieję, że jesteś świadoma, jak wielki KROK właśnie postawiłaś w stronę szczęścia. Po prostu. Nie umiem wyobrazić sobie ile razy wahałaś się przed kliknięciem "publikuj". Każde wyjście do ludzi, świata, czyni Cię mocniejszą. Podziwiam, trzymam kciuki i mam nadzieję spotkać się wkrótce znów ;]
OdpowiedzUsuńniesamowicie to napisałaś, widać że prosto z serca. Nigdy się nie poddawaj. Ja póki co jestem poddana innej próbie od losu ale równie niesprawiedliwej......... :( współczuję niesamowicie ale nie możemy się załamywać, trzeba brać to co mamy - PÓKI W OGÓLE TO MAMY !! Cieszmy się z małych rzeczy :* buziaki i wiedz że nie jesteś sama niesprawiedliwie wybrana przez los...
OdpowiedzUsuń