Jakiś czas temu tłumaczyłam Wam powody zmniejszonej częstotliwości moich wpisów. Zwolniłam, przystanęłam, przypatrzyłam się z boku temu, co robię, a potem zaczęłam wyciągać wnioski i zmieniać priorytety. Nie wymyśliłam co prawda złotych sposobów na wszystkie dylematy, ale wiele spraw sobie poukładałam. Co się zmieniło, co się zmieni? Już opowiadam!
1) Nowy system komentowania - Disqus
Większość z Was prawdopodobnie zetknęła się z nim gdzieś w czasie internetowych wycieczek. Długo wahałam się przed wprowadzeniem Disqusa, ale jego wachlarz zalet nie pozwolił mi zbyt długo się opierać. Ostatecznie przekonała mnie Alina, która wprowadziła go na swojego bloga wcześniej, niż ja, rozwiała moje wątpliwości i poniekąd przetarła szlaki.
Co takiego ma Disqus, czego nie miał Blogger? Dla Was zdecydowanie największą zaletą jest otrzymywanie mailowych powiadomień zawsze, gdy ktoś odpowie na Wasz komentarz. Sami przyznacie, że wracanie co chwilę do wpisu, pod którym zadało się autorowi pytanie bywa uciążliwe, a blogerzy mają czasem opóźnienia w odpisywaniu (Tak, tak, biję się w pierś!). Z Disqusem ten problem znika. Teraz możecie również oceniać komentarze innych plusami i minusami.
Nie będę jednak kryć, że najwięcej zalet ten system ma dla mnie, jako admina. Przede wszystkim mocno liczę, że w końcu pozbędę się spamu. W ostatnich miesiącach niemal codziennie pojawiały się komentarze błyskotliwych "specjalistów od marketingu", którzy komentowali wpisy górnolotnymi zdaniami typu: "Świetny wpis, sama prawda" i linkowali do stron z cyklu: "Betoniarki, tanio, szybko" (Poważnie!). Disqus nie odsyła bezpośrednio do witryny autora komentarza, przez to ucina drogę do taniej reklamy. Pozwala też na moderowanie wszystkich komentarzy, w których znajduje się jakikolwiek adres URL.
Ten system komentowania pozwala mi również na lepsze monitorowanie adresów IP komentujących oraz dodawanie ich na czarną listę w przypadku usilnej potrzeby psucia innym dobrego nastroju. Mam jednak nadzieję, że akurat tej funkcji nie będzie mi dane zbyt często używać.
Tyle. Póki co tyle. Bo przecież ciągle szukam swojej drogi i nikt nie powiedział, że powyższe zmiany nie pociągną za sobą kolejnych. Swoją drogą kto by pomyślał, że ktoś tak negatywnie nastawiony do zmian jak ja, tak szybko da się do nich przekonać. Ale to dobrze, zmiany naprawdę są dobre, teraz mówię to z pełnym przekonaniem. A może Wy macie pomysły na jakieś dodatkowe zmiany? Albo chcecie podsunąć jakiś pomysł na wpis? Bez krępacji moje panie (i panowie, a jakże!), bez krępacji!
Co takiego ma Disqus, czego nie miał Blogger? Dla Was zdecydowanie największą zaletą jest otrzymywanie mailowych powiadomień zawsze, gdy ktoś odpowie na Wasz komentarz. Sami przyznacie, że wracanie co chwilę do wpisu, pod którym zadało się autorowi pytanie bywa uciążliwe, a blogerzy mają czasem opóźnienia w odpisywaniu (Tak, tak, biję się w pierś!). Z Disqusem ten problem znika. Teraz możecie również oceniać komentarze innych plusami i minusami.
Nie będę jednak kryć, że najwięcej zalet ten system ma dla mnie, jako admina. Przede wszystkim mocno liczę, że w końcu pozbędę się spamu. W ostatnich miesiącach niemal codziennie pojawiały się komentarze błyskotliwych "specjalistów od marketingu", którzy komentowali wpisy górnolotnymi zdaniami typu: "Świetny wpis, sama prawda" i linkowali do stron z cyklu: "Betoniarki, tanio, szybko" (Poważnie!). Disqus nie odsyła bezpośrednio do witryny autora komentarza, przez to ucina drogę do taniej reklamy. Pozwala też na moderowanie wszystkich komentarzy, w których znajduje się jakikolwiek adres URL.
Ten system komentowania pozwala mi również na lepsze monitorowanie adresów IP komentujących oraz dodawanie ich na czarną listę w przypadku usilnej potrzeby psucia innym dobrego nastroju. Mam jednak nadzieję, że akurat tej funkcji nie będzie mi dane zbyt często używać.
2) Trochę Więcej DesignU
Już od jakiegoś czasu obiecywałam sobie, że pójdę tą ścieżką, ale dałam sobie wmówić, że nie wiem jeszcze wystarczająco dużo, by cokolwiek na ten temat pisać. Ostatnio jednak sporo o tym myślałam i uznałam, że są przecież osoby, które wiedzą o wiele mniej niż ja i z pewnością chciałyby się czegoś dowiedzieć, więc nie ma powodu, by zwlekać. W planach jest już kilka wpisów z tej serii - będzie trochę o dobieraniu kolorów, trochę o programach graficznych, trochę o ciekawych projektach (jak np. wpis o opakowaniach), ale więcej póki co zdradzać nie będę.
3) Nowa szata graficzna one little design
Mój drugi blog miał być takim miejscem, które pozwoliłoby mi na kreatywne wyżycie się i właściwie na początku faktycznie tak było. Potem za bardzo pozwoliłam urosnąć górze obowiązków i blog poszedł w odstawkę. Teraz patrzę na jego oprawę graficzną z małym zniechęceniem, ale postanowiłam, że nie odpuszczę. Nowy szablon dla One Little Design właśnie się tworzy, a ja liczę, że w końcu pozwoli mi na zrealizowanie pomysłów, które od jakiegoś czasu piętrzą się w notesie. Mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu uda mi się go zaprezentować.Tyle. Póki co tyle. Bo przecież ciągle szukam swojej drogi i nikt nie powiedział, że powyższe zmiany nie pociągną za sobą kolejnych. Swoją drogą kto by pomyślał, że ktoś tak negatywnie nastawiony do zmian jak ja, tak szybko da się do nich przekonać. Ale to dobrze, zmiany naprawdę są dobre, teraz mówię to z pełnym przekonaniem. A może Wy macie pomysły na jakieś dodatkowe zmiany? Albo chcecie podsunąć jakiś pomysł na wpis? Bez krępacji moje panie (i panowie, a jakże!), bez krępacji!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz