Luty to jeden z tych miesięcy, z którymi skojarzenia bywają bardzo oczywiste. Serca, czekoladki, serca, róże, serca, zakochane pary, serca, misiaczki i do tego wszystkiego jeszcze trochę serc na dokładkę. Pół dnia głowiłam się jak ugryźć temat, by nie było zbyt banalnie i... trochę poległam na tym zadaniu, ale żeby nie było - tylko częściowo.
Wydawać by się mogło, że walentynkowa muffinka to banał nad banały, ale jeśli zaglądacie tu regularnie, pewnie zdążyliście zauważyć nawiązanie do jednego z wpisów. Rok temu zaproponowałam Wam pomysł na walentynkowy prezent - ETYKIETKI NA MUFFINY. Wówczas chętnie z niego korzystaliście, więc uznałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, by przypomnieć o nim przy okazji nowej tapety. Choć od tamtej pory minęło sporo czasu, nadal uważam, że własne wypieki to najlepszy pomysł na podarunek, niezależnie od płci, wieku i stażu związku. Nie przebiją żadnych materialnych prezentów. Nie wspominając już o tym, że muffina na tapecie wygląda przeuroczo (i spróbujcie tylko się nie zgodzić). Przyjemnego korzystania!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz