Ochłonęłam, odespałam, w końcu mogę coś więcej napisać.
Na miejsce dotarliśmy około 15:00.
Nie do końca bezproblemowo, ale grunt, że w całości.
Już na samym początku tak się zagadaliśmy, że... przegapiliśmy zjazd na autostradę!
Porażka. Ale szybko znaleźliśmy miejsce do zawrócenia i udawaliśmy, że nic takiego się nie stało ;)
Całe szczęście, że przyjemniej w Krakowie trafiliśmy na miejsce bez żadnego błądzenia.
Bez błądzenia, ale za to z dużą dawką stresu, bo musiałam przejechać przez bardzo ruchliwe ulice.
Do tego nawalało mi sprzęgło i nie mogłam czasem zmienić biegu. Dwa razy ktoś na mnie zatrąbił, ale R. stwierdził, że mnie też dwa razy ktoś wyprowadził z równowagi na drodze, więc się wyrównało. Powrotna droga minęła już duuużo spokojniej, wiedziałam czego się spodziewać ;)
Ogarnęliśmy się trochę w hotelu i ruszyliśmy w kierunku Rynku.
Już zbliżając się do niego czuliśmy ten niezwykły klimat. Spodobało nam się bardzo, ale przeraziły nas też tłumy ludzi. Wstąpiliśmy do kilku sklepów m.in. do uroczego sklepu z misiami i przy okazji szukaliśmy miejsca gdzie moglibyśmy coś zjeść, bo zaczął się w nas odzywać całkiem niemały głód.


Błądziliśmy tymi uroczymi uliczkami szukając miejsca, które zachęci nas do zjedzenia w nim czegoś.
W końcu po odrzuceniu kilku knajpek z powodu dziwnego menu, albo wygórowanych cen uznaliśmy, że jak tak dalej pójdzie to będziemy do wieczora szukać i uznaliśmy, że wchodzimy do pierwszego miejsca, które nam będzie w miarę pasować.
I tym sposobem trafiliśmy do "Sycylia Pizza" - małej, przeuroczej włoskiej knajpki, znajdującej się na samym końcu długiego korytarza przy ul. Floriańskiej.
Było tam może 6, czy 7 stolików i do tego pięknie pachniało włoską kuchnią, bardzo klimatycznie.
Zdecydowaliśmy się na lasagne prosto z pieca: ja z mielonym mięsem, R. z kurczakiem.
Trochę się na nią wyczekaliśmy, ale było warto ;)





Trochę nam tam na tym oczekiwaniu i jedzeniu zeszło, więc kiedy znaleźliśmy się znowu na ulicy Floriańskiej okazało się, że jest już ciemno.
To dopiero były widoki!
Rynek pięknie wygląda nocą. Spacerowaliśmy bez końca po nim i uliczkach wokół niego.
Nie chciało się wracać. Bardzo urokliwe miejsce :)










Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem, padnięci, ale i strasznie szczęśliwi, że tam jesteśmy.
Zapaliliśmy sobie jedno z kosmicznych świateł w naszym pokoju (padło na różowe ;)) i wypiliśmy powitalne, hotelowe wino, oglądając przy tym nowe "Usta Usta" na VOD. Można by powiedzieć "wieczór idealny" :)
Relacja z soboty będzie jutro, bo zdjęć mam jeszcze sporo, więc wpis musiałby być bardzo długi. Obiecuję, że trzecia część będzie już ostatnią ;))
A na koniec jeszcze obiecany filmik. To tylko jeden z "układów" do wyboru. Było ich kilka, można było też ustawić tylko jeden kolor. Zazwyczaj ustawialiśmy tylko jeden, bo od tych zmieniających się można było dostać oczopląsu ;)
Na miejsce dotarliśmy około 15:00.
Nie do końca bezproblemowo, ale grunt, że w całości.
Już na samym początku tak się zagadaliśmy, że... przegapiliśmy zjazd na autostradę!
Porażka. Ale szybko znaleźliśmy miejsce do zawrócenia i udawaliśmy, że nic takiego się nie stało ;)
Całe szczęście, że przyjemniej w Krakowie trafiliśmy na miejsce bez żadnego błądzenia.
Bez błądzenia, ale za to z dużą dawką stresu, bo musiałam przejechać przez bardzo ruchliwe ulice.
Do tego nawalało mi sprzęgło i nie mogłam czasem zmienić biegu. Dwa razy ktoś na mnie zatrąbił, ale R. stwierdził, że mnie też dwa razy ktoś wyprowadził z równowagi na drodze, więc się wyrównało. Powrotna droga minęła już duuużo spokojniej, wiedziałam czego się spodziewać ;)
Ogarnęliśmy się trochę w hotelu i ruszyliśmy w kierunku Rynku.
Już zbliżając się do niego czuliśmy ten niezwykły klimat. Spodobało nam się bardzo, ale przeraziły nas też tłumy ludzi. Wstąpiliśmy do kilku sklepów m.in. do uroczego sklepu z misiami i przy okazji szukaliśmy miejsca gdzie moglibyśmy coś zjeść, bo zaczął się w nas odzywać całkiem niemały głód.


Błądziliśmy tymi uroczymi uliczkami szukając miejsca, które zachęci nas do zjedzenia w nim czegoś.
W końcu po odrzuceniu kilku knajpek z powodu dziwnego menu, albo wygórowanych cen uznaliśmy, że jak tak dalej pójdzie to będziemy do wieczora szukać i uznaliśmy, że wchodzimy do pierwszego miejsca, które nam będzie w miarę pasować.
I tym sposobem trafiliśmy do "Sycylia Pizza" - małej, przeuroczej włoskiej knajpki, znajdującej się na samym końcu długiego korytarza przy ul. Floriańskiej.
Było tam może 6, czy 7 stolików i do tego pięknie pachniało włoską kuchnią, bardzo klimatycznie.
Zdecydowaliśmy się na lasagne prosto z pieca: ja z mielonym mięsem, R. z kurczakiem.
Trochę się na nią wyczekaliśmy, ale było warto ;)





Trochę nam tam na tym oczekiwaniu i jedzeniu zeszło, więc kiedy znaleźliśmy się znowu na ulicy Floriańskiej okazało się, że jest już ciemno.
To dopiero były widoki!
Rynek pięknie wygląda nocą. Spacerowaliśmy bez końca po nim i uliczkach wokół niego.
Nie chciało się wracać. Bardzo urokliwe miejsce :)










Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem, padnięci, ale i strasznie szczęśliwi, że tam jesteśmy.
Zapaliliśmy sobie jedno z kosmicznych świateł w naszym pokoju (padło na różowe ;)) i wypiliśmy powitalne, hotelowe wino, oglądając przy tym nowe "Usta Usta" na VOD. Można by powiedzieć "wieczór idealny" :)
Relacja z soboty będzie jutro, bo zdjęć mam jeszcze sporo, więc wpis musiałby być bardzo długi. Obiecuję, że trzecia część będzie już ostatnią ;))
A na koniec jeszcze obiecany filmik. To tylko jeden z "układów" do wyboru. Było ich kilka, można było też ustawić tylko jeden kolor. Zazwyczaj ustawialiśmy tylko jeden, bo od tych zmieniających się można było dostać oczopląsu ;)




Jak patrzę na te zdjęcia, to aż sama sobie zazdroszczę, że tu mieszkam ;)
OdpowiedzUsuńa od tych światełek chyba bym zwariowała... dobre do klubu, ale w pokoju hotelowym to dla mnie zbędny bajer :)
uwielbiam Kraków:) zaraz po Gdańsku:)
OdpowiedzUsuńja bylam w krakowie po sylwestrze i bylo swietnie:) krakow jest magiczny:) i teraz jak patrzylam na twoje zdjecia,to tak jakbym widziala swoje:) swietny blog,bede czesto wpadac,dodaje do obs!!
OdpowiedzUsuńMusiało być magicznie :) Piękne zdjęcia! Czym robisz zdjęcia? Obrabiasz je potem jeszcze? Świetne są :)
OdpowiedzUsuńpokój wygląda jak wnętrze jakiegoś klubu :DDD! rzeczywiście można zwariować od tych świetlnych efektów :)
OdpowiedzUsuńnie wiem czy Rynek leży w centrum, ale pisząc "centrum" oczywiście miałam na myśli Sukiennice i okolice :)
tylko Ty prowadziłaś samochód? R. nie ma prawka?
`. rynek wieczorami wygląda prześlicznie . : *
OdpowiedzUsuńPiekne zdjęcia, szczególnie te zrobione nocą!
OdpowiedzUsuń<3
www.kasiabelhadri.blogspot.com
woooow, te światła są wooow
OdpowiedzUsuńkocham krakow<3
OdpowiedzUsuńKraków jest śliczny, a na Twoich zdjęciach po prostu cudowny!♥
OdpowiedzUsuńnoo Kraków jest suuuper :D
OdpowiedzUsuńPo prostu przepięknie, Kraków to najpiękniejsze polskie miasto zdecydowanie. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę, że znaleźliście czas i mogliście się tam teraz wybrać..
OdpowiedzUsuńKraków jest piekny:)) no i jaki czadowy hotel mieliście ;))
OdpowiedzUsuńsklepik z misiami jest przeuroczy, uwielbiam go :)
OdpowiedzUsuńto szkoda, że zakupy się nie udały, ale to nie jest najważniejsze w wyjeździe :)
No to fajnie że sobie poradziłaś :)) My raz wracając z Zakopanego wpakowaliśmy się w centrum krk i też było ciekawie :) ale sobie poradziliśmy :)
OdpowiedzUsuńTeż lubię krk nocą, ostatnio chadzałam sobie po nim w Sylwestra i Nowy Rok :) Na wiosnę już chyba nie zdążę się tam wybrać do przyjaciółki, bo chciałabym, żeby ona wpadła do mnie, ale jesienią albo może jeszcze latem tam się zjawię. Tyle że też nie lubię tych tłumów...
Światło fajne, ale chyba tylko na czas takiego pokazu :)) Potem można zwariować ;)
eh, jak tam pięknie romantycznie .... dawno nie byłam w Krakowie, teraz już nie mam tak blisko, eh.
OdpowiedzUsuńEh piekne zdjecia!!! I narobiłaś mi ogromnej ochoty na lasagne!!!
OdpowiedzUsuńKrakow zaraz po GdaNSKU JEst moim ulubionym miastem ;)
OdpowiedzUsuńZ chęcią bym odwiedziła Kraków jeszcze raz :)
OdpowiedzUsuńA.
Kratów?;) byłam raz, ale na pewno jeszcze kiedyś się wybiorę, piękne zdjęcia
OdpowiedzUsuńPolecam gorąco, oglądaj, oglądaj!:)
super takie opowiesci!az mi sie zachcialo jakiejs wycieczki!:)
OdpowiedzUsuńale ja ci zazdroszczę jej wycieczki
OdpowiedzUsuńsama z chęcią pojechałabym do Krakowa
Fajny blog!
OdpowiedzUsuńsuper zdjecia-Krakow jest magiczny
Such a beautiful town! Lovely shots!
OdpowiedzUsuń♥
Fashezine
Na mnie jak trąbiąto robię im na złość i np.wlekę się pewien odcinek niemiłosiernie, zwłaszcza, jak nie mogą mnie wyprzedzić:P
OdpowiedzUsuńLubię Kraków:))
Chętnie bym zjadła to danie ;p
OdpowiedzUsuńsuper relacja i piękne zdjecia..
OdpowiedzUsuń..to teraz już mniej więcej wiesz dlaczego w Krakowie tak trudno zdać prawo jazdy i sporo osób ucieka do mniejszych miast jak np.Tarnów czy Nowy Sącz..
oj z takim smutkiem patrzę na tą pierwszą fotkę:( ile razy ja tam siedziałam:(( tęsknię:(
OdpowiedzUsuńnigdy nie byłam w Krakowie, muszę w końcu się wybrać ;) ale to będzie większa wyprawa, bo jestem z samej północy :)
OdpowiedzUsuńuwielbiam krakowskie uliczki i wieczorne herbaty z cytryną ;d
OdpowiedzUsuńNa szafa.pl znalazłam ;)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście piękny jest Kraków nocą... aż się rozmarzyć można jak się patrzy na te zdjęcia!
OdpowiedzUsuńja w sumie też nie za często kupuje tam bo albo mi się zdarzy oriflame albo avon..
OdpowiedzUsuńmm marzy mi się taka parodniowa wyprawa do Krakowa a Ty tylko mnie przekonałaś w tym że muszę to spełnić bez gadania ;) pozazdrościć.
dzieki za odwiedziny :)
OdpowiedzUsuńJa bede miec okazje byc przelotem w Krakowie pod koniec kwietnia, a tez lubię Kraków :)
a najbardziej spodobało mi się to jedzonko, ale smaka zrobiłas! :)) i chyba nie tylko mnie ;)
pozdrawiam i zaprasza na nowy post, ale z już delikatnym różem :D
_______
fiska-fashion.blogspot.com
bardzo fajny blog:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,Sonia:)
Uwielbiam jeździć do Krakowa :D Jedno z moich magicznych miejsc w Polsce :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńwyobrażam sobie, bo my mieliśmy podobnie z wawą :] pech to pech.. ale najwazniejsze, że się zobaczyło co sie chciało ;) piekne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że Kraków Cię zauroczy:)
OdpowiedzUsuńNigdy nie byłam tam nocą, patrząc na Twoje fotki - żałuję:) Będę musiała przy okazji nadrobić to niedopatrzenie;)
Dziękuję ;)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia z Krakowa.
jakim aparatem robione zdjęcia;)??
OdpowiedzUsuńte zdjecia odzwierciedlaja uroki Krakowa:) cudowne:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam +zapraszam do mnie
marzy mi się wycieczka do Krakowa, mam nadzieje że już niedługo...
OdpowiedzUsuńzapraszam: http://aneczkafn.blogspot.com/
Wszystko super!!! :D
OdpowiedzUsuńI te lampki, faktycznie można oczopląsu dostać! xD