W ankiecie dla czytelników, którą wypełniliście jakiś czas temu, kilka osób zwróciło uwagę na układ wpisów z cyklu "Tydzień w zdjęciach". Pisaliście, że przenoszenie się w górę i w dół, od zdjęcia do opisu bywa trochę irytujące i trudno się z tym nie zgodzić. Kombinowałam jak to zgrabnie ogarnąć, biorąc pod uwagę fakt, że spora część zdjęć, które Wam prezentuję była robiona telefonem, więc jakość nie jest ich najmocniejszą stroną. W końcu wymyśliłam oprawę graficzną, którą zobaczyć możecie poniżej (powyżej właściwie też). Dwa zdjęcia plus opis, mam nadzieję, że teraz będzie o wiele wygodniej i bardziej czytelnie.
Wierzcie lub nie, ale odkąd zamieszkałam z moim mężczyzną, stałam się wielką fanką żywych kwiatów. Tu pewnie spodziewacie się godnej odcinka w "Trudnych sprawach" opowieści o tym, jak mój kwiatowy antytalent przerodził się w aspirację do bycia ogrodnikiem, ale prawda jest niestety dużo bardziej prozaiczna. Zaczęłam lubić i tolerować kwiaty, bo... to on o nie dba. Właściwie dba to zdecydowanie zbyt małe słowo. On urządza im regularny salon odnowy biologicznej! Kąpiele wodne, szukanie odpowiedniego miejsca na parapecie, przesadzanie, czekam aż zaczną ze sobą rozmawiać. Biorąc pod uwagę fakt, że mi o podlewaniu kwiatów przypominało się, gdy już nie bardzo było co podlewać, jestem pod wielkim wrażeniem jego ogarnięcia w tej kwestii. Ostatnio sprawiliśmy sobie hiacynta. W zalewie trzy dni przerodził się w przepiękną, fioletową zapowiedź wiosny. Zdobi stolik, cieszy oko, a do tego pachnie tak intensywnie, że trudno go nie poczuć.

Skoro już jesteśmy przy tych tematach, to pora pochwalić się kolejnym pomysłem z cyklu "Nie wiadomo co z tego wyjdzie, ale może być zabawnie". W czasie zakupów zawędrowaliśmy na dział dla ogrodników i wspaniałomyślnie uznaliśmy, że... będziemy sadzić. Wizja wyhodowanych przez nas marchewek i rzodkiewek była kusząca, gorzej było, gdy po powrocie do domu przyszło nam się zabrać za realizację naszego sielankowego planu. Zestaw małego ogrodnika od tygodnia leży w kącie, ale czytam intensywnie bloga Basi i łudzę się, że jednak coś z tego będzie.
Dzieląc się z Wami wiosenną listą marzeń, wspominałam o zakupie małej walizki. O dziwo udało mi się ją upolować w ten weekend. Czas mnie goni, na zakupy przez Internet już trochę za późno, a w oczy wpadł mi różowy cukierek w niezłej cenie, więc zbyt długo się nie zastanawiałam. Sama siebie bym nie posądziła o umiejętność podejmowania tak szybkiej decyzji, pozostaje mi wierzyć, że nie będę jej żałować.
Są takie dni, w które centrum handlowe omijać należy z daleka. Zaraz po tygodniu poprzedzającym Boże Narodzenie i wszelkich weekendach ze zniżkami z gazet, na tej liście znajduje się dzień kobiet. Coś mnie jednak podkusiło i wstąpiłam tam w sobotę, łudząc się, że trafię na ciekawe promocje. Miło zaskoczył mnie jedynie New Look - każda kobieta otrzymywała kupon z nagrodami rzeczowymi i rabatami. Trafiła mi się 30% zniżka i już nastawiłam się na prezent dla samej siebie, ale z każdym kolejnym mijanym wieszakiem moja ekscytacja malała. Zabrałam ze sobą do przymierzalni jedynie skórzaną kurtkę, ale chyba tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że wyglądam w nich jak przebieraniec. Zdecydowanie lepszą opcją była wieczorna wizyta w pubie - pina colada potrafi wynagrodzić nawet najbardziej nieudany szoping.







Mam tak samo z kwiatkami :D a raczej nasi faceci mają ;). Chociaż jeśli chodzi o cięte - tu mamy konflikt, bo on nie wymienia im wody dla zasady... Bo skoro mi je kupuje, to znaczy że są moje i muszę nauczyć się o nie dbać ;). Nad żywymi się zlitował, bo jak stosował się do tej samej zasady ("dostałaś to dbaj") to nasz parapet zamienił się cmentarzysko.
OdpowiedzUsuńBardzo mi sie ten twój tydzień w zdjęciach podoba. Dobrze, że to nie tylko zdjęcia tylko także komentarz :)
OdpowiedzUsuńSama nie bardzo mam jak się bawić w małego ogrodnika w mieszkaniu bo mamy tylko jeden parapet w pokoju koleżanek który ciągle jest czymś zajęty a reszta okien jest niestety dachowa ale za to mama szaleje w domu trzymając nawet w domu posadzone zioła :)
Z takim mężczyzną też bym kwiatki polubiła. :) Na razie cały czas o nich zapominam i wszystko co znajdzie się na moim parapecie usycha prędzej czy później. Wygląd jest teraz lepszy, super!
OdpowiedzUsuńJest pięknie, czysto, schludnie i wygodnie dla oka. Uwielbiam Twoje poczucie estetyki!
OdpowiedzUsuńLiczę na relację z podróży, bo co do tego, że jakaś jest na horyzoncie nie mam wątpliwości po tym wpisie :)
Zdecydowanie lepiej się teraz przegląda zdjęcia :) Uroczy hiacynt! Podobnie jak walizki.
OdpowiedzUsuńPrzepiękny ten hiacynt!
OdpowiedzUsuńJa też od czasu do czasu wpadam na pomysł sadzenia i zazwyczaj też nic z tego dobrego nie wynika ;)
mnie kwiaty w doniczkach chyba nie lubią :) pamiętam o podlewaniu, ale niestety one nie kwitną (np. mam skrzydłokwiat od jakich 8-9 lat - przez ten czas zakwitł raz) :) jedynym wyjątkiem są storczyki - kwitną jak szalone i za to je kocham i często dokupuję nowe :D
OdpowiedzUsuńPrzy skrzydłokwiecie można położyć cząstkę jabłka - podobno pomaga. Dodatkowo polecam zwiększyć mu nasłonecznienie, na pewno zakwitnie :)
UsuńSama poluję na średniej wielkości walizkę - taką na wyjazd w sam raz na 2 tyg :) Jest ciężko... przemierzyłam już kilka sklepów i albo cena mi się nie podoba albo nic nie ma, zawsze tak mam z butami zimowymi :)
OdpowiedzUsuńja tam nie czaję się do domowego sadzenia, niedługo ruszę w ogródek i będą warzywka :)
OdpowiedzUsuńNie wpisałam akurat tego problemu z przewijaniem strony do zdjęć w ankiecie, ale wiem że to dla wielu czytelników jest problem, bo mi też na to zwrócili uwage przy moich prezentowych planszach. I też to pozmieniałam choć trochę inaczej niż Ty ;)
OdpowiedzUsuńA dzięki walizce będzie Cię można łatwo rozpoznać!
Hmm... Do swojego kwiatka (Skrzydlokwiat) mowie Marian... Chyba mam problem ;D
OdpowiedzUsuńJa niestety nie umiem posiadać kwiatków. Ciągle zapominam o ich podlewaniu. Moze w końcu czas sie do tego zmotywować. :D
OdpowiedzUsuń+ zdecydowanie lepiej teraz wygląda post z tej kategorii :)
daj koniecznie znać, jak idzie pomysł ogrodnictwa ;) jestem bardzo ciekawa, zwłaszcza, że sama przymierzam się do założenia balkonowego ogródka :)
OdpowiedzUsuńnowa oprawa - geniusz tkwi w prostocie ;)
OdpowiedzUsuńJa też jestem kwiatowym antytalentem, ale za to lubię kwiaty, żywe jak i cięte, chciałabym mieć takiego hiacyncika... tylko pewnie bym go umarła :<
OdpowiedzUsuńTo lepsza wersja "tygodnia w zdjęciach" - zdecydowanie! Słoneczny balkon znam i w tym roku (mam w końcu balkon;) też zamierzam zacząć przygodę z ogrodnictwem w dużym mieście.
OdpowiedzUsuńja dostałam wczoraj na Dzień Kobiet różowego hiacynta, stoi teraz obok mnie i nie wiem jak długo z nim wytrzymam, pachnie tak intensywnie, ze głowa boli! zastanawiam się czy go na balkon nie przenieść.... (zazdroszczę, że masz opieką dla kwiatów... o nas same antytalencia w tej kwestii, zapału też nie wiele. ja już kiedyś nazwałam moje kwiaty doniczkowe, kwiaty "rambo" bo u nas tylko najtwardsze przeżywają :-)
OdpowiedzUsuńOprawa graficzna tygodnia w zdjęciach naprawdę bardzo fajna.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem jak Wam pójdzie uprawa ogródka :)
no tak, taka wersja jest zdecydowanie dużo ciekawsza niż zjeżdżanie na dół do opisu i z powrotem.. ;d
OdpowiedzUsuńi powiem Ci, że mnie też od jakiegoś czasu kręcą roślinki w doniczkach, ale nie mieszkam z chłopakiem- może po prostu dorośli tak mają ;D
U mnie niestety roślinki dogodnych warunków do życia nie mają. Koty już samym patrzeniem pożerają je żywcem... No, kaktusy jeszcze dają radę ;)
OdpowiedzUsuńWięcej takich wpisów! :))
OdpowiedzUsuńTak wiosennie się zrobiło :) Piękne kwiatuszki!
Uwielbiam te graficzne cuda, które wykonujesz:)i chylę czoła
OdpowiedzUsuńMówienie do kwiatów podobno działa i wtedy rosną jeszcze lepiej, więc... ;)
OdpowiedzUsuńJa bardzo lubię Twoje zdjęcia (nieważne gdzie ja umieszczasz w tekscie). Centra handlowe to koszmar. Najgorzej wybrac się tam z dziecmi i przebrnąc przez nie w tłoku i przy ogromnej ilosci pokus. Czy możesz zdradzic jakiego programu używasz do obrobki zdjec. Pozdrawiam Beata
OdpowiedzUsuńU mnie z kwiatami jest tak, że w zasadzie lubię tylko storczyki, ale pogodziłam się z myślą, że albo kwiaty, albo koty, a jakby nie patrzeć - o koty dba się przyjemniej :P
OdpowiedzUsuńDzień Kobiet też spędziłam podobnie - byłam w pracy do 15, a później wpadła do mnie przyjaciółka i wyzerowałyśmy przy plotkach butelkę wina, taki Dzień Kobiet może być :P
Ja miałam z chłopakiem poważną rozmowę - na razie wyszło na to, że nie będziemy mieli zwierząt, dzieci, a z roślin tylko kaktusy. No i jeszcze dostałam wirtualną plakietkę najstraszniejszego człowieka na świecie. ;P
OdpowiedzUsuńTwoja walizka (a właściwie Twoje walizki) jest (są) przepiękna (-e)!
Zazdroszczę Ci tego zapachu hiacyntów!
OdpowiedzUsuńteż poluję ostatnio na walizkę, ale chyba bardziej z tych "materiałowych" niż z tych "plastikowych", jakoś boję się, że zrobię im krzywdę. :P
OdpowiedzUsuńPaula, dzięki za polecenie! :) Na blogu jest nowy wpis o tym jak się zabrać do przygotowania rozsady - w sam raz dla początkującej ogrodniczki :) Trzymam kciuki i powodzenia!
OdpowiedzUsuńBoże kobieto droga, a gdzieś ty takiego chłopa znalazła???!!! Toż to cud jakiś, ewenement totalny. Mój to dobrze sosny od paprotki nie odróżni:(
OdpowiedzUsuńCoś w tych kwiatach jest, odkąd mam chłopaka jakoś tak dom zapełnia się świeżymi kwiatami i ich zapachem. A może to kwestia wiosny i słońca?
OdpowiedzUsuńwyobrażam to sobie tak- moje kwiatki= śmierć kwiatkom ;( jakoś nie potrafiła bym o nich pamiętać a tym bardziej mój luby. on kwiatków chyba wręcz nie lubi ;/ Grafika bardzo ładnie się prezentuje :)
OdpowiedzUsuńJest wygodniej, ale ja lubię tę tradycyjną formę zdjęć tygodnia. Zmiksowane fotki zawsze budzą na mojej twarzy uśmiech, nawet wtedy, gdy muszę przewijać w górę i dół - na zmianę.
OdpowiedzUsuńHiacynty to piękne kwiaty, ale ich zapach jest dla mnie nieznośny. Lubię rośliny doniczkowe, ale myślę, że i tak na zawszę pozostanę wierna tym ciętym, najlepiej tulipanom.
O, i bardzo fajnie to sobie wymyśliłaś :) Poza tym - mam teraz ochotę na drinka!!
OdpowiedzUsuń