Od wielu długich tygodni (a może i nawet miesięcy) obiecywałam Wam, że opowiem o swojej organizacji czasu. Ciągle jednak odkładałam to na później i właściwie to chyba najlepszy dowód na to, że specjalistką w tej dziedzinie nie jestem (choć nie ukrywam, że bardzo bym chciała). Staram się jak mogę, by nie marnować żadnej cennej minuty i pamiętać o rzeczach, które mam do zrobienia, ale i tak od czasu do czasu zdarza mi się zakończyć dzień z myślą: "Jestem chodzącą definicją nieogarnięcia".
Regularnie przekonuję samą siebie, by zapisywać wszystko, co przychodzi mi do głowy i może okazać się ważne, ale nie muszę chyba pisać, że bywa z tym różnie. Wiarę w możliwości mojej pamięci mam ogromną, zawsze pojawia się myśl: "No przecież zapamiętam" i ciągle jeszcze zdarza mi się jej ulegać. Po tylu wpadkach z jej strony, to zakrawa już na moją nieuleczalną wręcz naiwność, ale staram się z tym walczyć z pomocą moich niezastąpionych gadżetów.
Zastanawiałam się jak podzielić ten wpis, by nie tworzyć czegoś, co sprawi, że kilka ładnych minut spędzicie na scrollowaniu. W końcu postanowiłam pierwszą część poświęcić właśnie moim pomocnikom, bez których prawdopodobnie zginęłabym w lawinie rzeczy, o których wypadałoby pamiętać.
1) Notesy, notatniki, notesiki
Pewnie odrobinę dziwi Was nieobecność kalendarza, czy organizera. Wraz z początkiem tego roku przestałam z nich korzystać. W moim przypadku sprawa z nimi z reguły wyglądała tak, że przez około miesiąc wypełniałam kolejne strony, a potem odkładałam w kąt. Irytowało mnie, że ciągle muszę czegoś szukać, wracać do poprzednich dni, tygodni, by o czymś sobie przypomnieć. Rzeczy, które zapisuję są z reguły na tyle rozciągnięte w czasie, że przypisanie ich do jednego, konkretnego dnia mija się z celem, z kolei pisanie o nich w każdym kolejnym okienku, w celu przypomnienia, byłoby bez sensu. Postawiłam więc na notatniki. W tej chwili używam trzech. Wiem, to sporo. Możecie mieć wrażenie, że to niepotrzebne rozdrabnianie się, ale mnie dopiero takie rozwiązanie w pełni usatysfakcjonowało.
Ten największy to taki mój zbiór pomysłów, głównie tych związanych z blogiem. Gdy tylko przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł na wpis, staram się go od razu zapisać, by nie wyleciał z głowy. W tej chwili potencjalne tematy na bloga zajmują trzy strony. Część z nich pewnie nigdy nie zostanie wykorzystana, ale są zapisane, a to najważniejsze. Tutaj od czasu do czasu powstają również pewnego rodzaju szkielety przyszłych wpisów. Gdy wiem, że niebawem poruszę na blogu jakiś temat, a przychodzi mi do głowy myśl, którą chciałabym w związku z nim przekazać, od razu ją zapisuję. Ten notatnik to jeden wielki artystyczny nieład, nigdy nie dbam tu (w sumie w innych też, ale tu wybitnie) o jakąkolwiek estetykę, z reguły piszę szybko, by myśl nie uciekła i wygląda to potem tak, że prawdopodobnie potrzebowalibyście grafologa, by cokolwiek odczytać.
W mniejszym zeszycie zapisuję rzeczy do zrobienia. Notuję je jedna pod drugą, a gdy którąś z nich wykonam, po prostu wykreślam ją z listy. Nie jest to może najlepiej wyglądające rozwiązanie, ale u mnie sprawdza się zdecydowanie lepiej, niż kalendarz, bo wystarczy mi szybki rzut oka na listę, by wiedzieć co jeszcze zostało do zrobienia. Gdy na kartce są już prawie same wykreślenia, a jedynie jedna czy dwie rzeczy do zrobienia, wtedy przepisuję je na koniec listy, a kartkę z wykreśleniami wyrywam, by nie tworzyć chaosu.
Najmniejszy notes służy mi jako torebkowy wspomagacz. Kiedy gdzieś wychodzę i wiem, że będę musiała coś zapisać, wtedy zabieram go ze sobą,. Tylko on mieści się w małych torebkach, które noszę zdecydowanie najczęściej.
2) Ogarniacze chaosu
Kiedy wiem, że muszę pilnie coś zrobić, ale nie mogę zrobić tego w danej chwili, wtedy piszę do siebie na samoprzylepnych karteczkach. Lądują zazwyczaj na telefonie lub na monitorze komputera, by mieć pewność, że na pewno ich nie przeoczę. Często również zaznaczam nimi ciekawe fragmenty w książce, o których chciałabym wspomnieć w recenzji. Jakiś czas temu zamówiłam na eBayu kilka uroczych zestawów moich ogarniaczy i czuję się trochę jak wyrośnięte dziecko, ale jednocześnie uśmiecham się ilekroć uśmiechnięty królik informuje mnie, że pora zadzwonić na przykład do urzędu.
3) Telefon
Skłamałabym pisząc, że telefon jest moim niezastąpionym gadżetem, jeśli chodzi organizację czasu. Kilkanaście razy próbowałam się przekonać do aplikacji służących do zapisywania ważnych spraw, czy do mobilnych organizerów, ale chyba nie jestem w tej kwestii zbyt postępowa. Korzystam jednak z niego w sytuacji, gdy nie mam pod ręką notesu, a muszę pilnie coś zapisać. Czasem sprawdza się również, gdy widzę coś, co mogłoby być inspiracją do wpisu i dzięki niemu mogę szybko uwiecznić to na zdjęciu.
Jedyna aplikacja, która zdołała mnie przekonać do porzucenia tradycyjnej formy zapisywania to Listsonic. Wspominałam o niej przy okazji wpisu o moich ulubionych aplikacjach na Androida. Zapisuję tam regularnie listę rzeczy, które muszę kupić na najbliższych zakupach i jest to dla mnie o wiele wygodniejsze, niż tradycyjna lista.
4) Komputer
Od jakiegoś czasu używam programu Orzeszek Timer, który odmierza mi czas spędzony przed komputerem. Z reguły ustawiam sobie jedną godzinę do odmierzenia, po której program miga w pasku zadań, a ja staram się zmobilizować do oderwania tyłka od krzesła i oczu od komputera na przynajmniej pięć minut. Oczywiście nie zawsze mi to wychodzi, zwłaszcza gdy jestem w trakcie tworzenia wpisu, czy grafiki, ale chciałabym bardzo, by stało się to moim nawykiem, bo spędzam przed komputerem naprawdę dużo czasu. Tego typu programów jest w sieci mnóstwo, ale Orzeszka ściągnęłam jako pierwszego i jego prosta forma bardzo przypadła mi do gustu.
To tyle jeśli chodzi o moje sekrety pozornego czasoprzestrzennego ładu. Kiedyś próbowałam również tworzyć tygodniowe plany, rozkład wpisów i tym podobne, ale u mnie totalnie się to nie sprawdziło, więc nawet o tym nie wspominałam. To chyba jeszcze nie ten etap życiowego poukładania. Czekam na Wasze podpowiedzi w temacie przydatnych programów i gadżetów, na pewno znacie ich więcej, niż ja!




ja też cały czas siebie oszukuję, że zacznę wszystko zapisywać, ale nie idzie mi :D
OdpowiedzUsuńto podziwiam :D ja akurat dostałabym zawału jak wszystkie plany i zadania miałbym w głowie, totalny mętlik i chaos
UsuńAkurat dla mnie kalendarz to taka trzecia reka ktora trzyma wszystko w ryzach. Najwaznijesze i najszybce mysli zapisuje w telefonie w aplikacji Keep, ktora mam na pulpicie tak zeby widziec najwazniejsze wpisy. Mozna je tez tam wykreslac, nadawac notkom tematy, mi bardzo ta forma odpowiada bo odruchowo wpisuje tam mnostwo spraw.
OdpowiedzUsuńNo i kolorowe karteczki, ktore przylepiam ciagle na biurku, tablicy, lampce, portfelu... byle nie zpomniec co jest do zrobienia.
W takim notatniku bez dat jak bym sie chyba zgubila :)
Ja też wolę notatniki bez dat. Rozumiem Paulę, bo mam identycznie. Niestety jak czasem nie mam notesu pod ręką, informacje lądują na przypadkowych kartkach, które albo gubię albo wkładam potem do wspomnianego notesu, a ten pęcznieje i utrudnia pracę:( Uff!
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńDziekuje Ci za ten wpis i za Orzeszka, od razu ściągnełam i zaraz przetestuje, ja mam problem własnie z czasem przed kompem. :) a notatniki tez musze kupić, na motywacje i inspiracje. własnie ruszam dupke i lece do sklepu :)
OdpowiedzUsuńDaj znać czy Orzeszek się sprawdził :)
Usuńmam bardzo podobną organizację - pomysły na bloga, organizacja bloga, inspiracje do projektów wnętrz, daty oddania projektów - w jednym największym terminarzu. W torebce mam zawsze mniejszy organizer, do którego wpisuje informacje na bieżąco, pełni również funkcję "szybkich notatek", telefon - kalendarz z urodzinami, imieninami i najważniejszymi datami, które muszę pamiętać o każdej porze dnia i nocy. Praktykuje to od dłuższego czasu i nie miałam problemów z systematycznością - bo bez moich magicznych przypominaczy byłoby ciężko :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
http://martawieclaw.blogspot.com/
Od tygodnia sprawdzam różne aplikacje i dzięki za polecenie Listonic i Kalendarzyka - zainstalowałam inną aplikację, ale ta ma więcej funkcji i lepszą estetykę :)
OdpowiedzUsuńJa korzystam z kalendarza, i kołonotatnika z sekcjami :) Smartfon to u mnie nowość i też na razie nie przekonuje mnie zapisywanie w nim wszystkiego :)
Wolę ręcznie poskreślać wypełnione punkty - to motywuje :D
Mam kilka notatnikow i z kazdym obiecywalam sobie ze bedzie caly czas w torebce i bede tam zapisywac wazne rzeczy.. Dla mnie telefon jest niezastapiony, tam mam "cale zycie" ;)
OdpowiedzUsuńW pełni podzielam zboczenie dotyczące artykulów biorowych - bo jeśli chodzi o przyjemność jaką sprawia mi buszowanie po aukcjach/sklepach z takimi gadżetami to słowo zboczenie wcale nie jest użyte na wyrost :D
OdpowiedzUsuńMam podobnie, możemy więc śmiało zostać mniejszością seksualną :D
UsuńTen temat mnie wręcz pasjonuje i od lat szukam ciągle nowych rozwiązań. Obecnie jestem na etapie: poza domem telefon, gdzie korzystam z kalendarza i notatek, w domu nanoszę wpisy do kalendarza zwykłego, a do spraw blogowych mam założony oddzielny gruby zeszyt z tematami i harmonogramem wpisów, a także z notatkami do wpisów. Chciałam jak najbardziej ograniczyć liczbę narzędzi (bo był moment, że i w narzędziach zaczynałam się gubić), ale już bardziej się nie da :-)
UsuńNie znałam orzeszka, ja korzystam z pomodoro, które można włączyć bezpośrednio w przeglądarce (jest też aplikacja na telefon).
OdpowiedzUsuńMuszę wziąć z Ciebie przykład i zacząć spisywać blogowe inspiracje. Nie zliczę, ile razy wpadł mi do głowy jakiś fajny pomysł, o którym potem zupełnie nie mogłam sobie przypomnieć (tylko że to najczęściej dzieje się kiedy zasypiam, jadę na rowerze lub pod prysznicem - więc jak, JAK?! :D).
Cudne fiszki! Twoje własne, czy zapożyczone z Internetu? Moja organizacja czasu jest fatalna niestety, jednak całkiem dobrze organizuję sobie naukę i takie fiszki są tak fantastyczne, że muszę je mieć!:) Zdradzisz gdzie można takie zakupić?:)
OdpowiedzUsuńWszystko jest napisane we wpisie ;)
UsuńO rany! Zbankrutuję:) Takie tam cuda!
Usuńmam tak samo - też kalendarz podręczny u mnie nie działa. ja mam całe mnóstwo notatników i co raz bardziej sie do nich przekonuję :) jeden na pomysły na bloga, drugi na ogarnięcie projektów domowych, inny do pracy wolontarialnej na przystanku niebo, używam też często komórki - uwielbiam ANY DO! szczerze polecam, zapisuje tam listę rzeczy które mam zrobić danego dnia lub tygodnia i jak w ciągu dnia przychodzi zawiecha co mam robić, zaglądam tam i zawsze mi się przypomni :) po za tym w kazdym momencie mogę zapisać , że coś jeszcze jest do zrobiebia i nie ulatuje mi nic... polecam
OdpowiedzUsuńDo tej aplikacji też próbowałam się przekonać, ale skończyło się jak zwykle ;)
Usuńja jestem mega nieogarnięta :) kupiłam sobie pod koniec 2013r. kalendarz do torebki, który jest dość mały i miał służyć za notatnik... problem w tym, że nie bardzo się orientuję gdzie jest ;))) ostatnio widziałam się z nim przelotnie jakoś w lutym - przepadł jak kamień w wodę :)))
OdpowiedzUsuńi to tyle jeśli chodzi o moją organizację :P
Niby banał, ale nie wiem kiedy sama bym na to wpadła. Chodzi o notatniki zamiast kalendarzy. Już wiem dlaczego nie jestem w tym roku w 100% zadowolona z DWÓCH kalendarzy. Dzięki! :-)
OdpowiedzUsuńDo zapisywania codziennych spraw używam niedużego kalendarza. Kiedyś narzekałam, że każdy dzień ma za mało miejsca na spisanie wszystkiego i rok temu kupiłam większy. Wniosek? Przeleżał cały rok nieużywany... Był zbyt duży żeby nosić go w torebce, a więc zupełnie niepraktyczny. Wróciłam w tym roku do małego. Pomysły na bloga, nowe wpisy notuję w osobnym notesie.
OdpowiedzUsuńChoć do zapisywania większości rzeczy służy mi Evernote (plus elektroniczny kalendarz) to muszę zawsze mieć choć jeden notatnik bo pewne rzeczy łatwiej notować pisząc ołówkiem (moje małe uzależnienie to elektroniczne ołówki). I chyba zadziałała telepatia bo właśnie dziś pokazałam mój przyszły notes na blogu :)
OdpowiedzUsuńPodobnie jak Ty, wierzę w nieograniczoną pojemność mojej pamięci, nawet notesu nie mam... chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się zapomnieć o czymś ważnym, za to wiąże się to z ciągłym stresem i takim "kotłowaniem się" myśli w głowie. Ehh może kiedyś wreszcie się przekonam do notowania :) z chęcią bym poczytała jak ogarniasz wpisy na bloga, poza zapisywaniem sobie pomysłów (a może był już taki wpis?). Masz gdzieś zapisane wpisy "do przodu", a jeśli tak to jakich programów używasz? U mnie jest z tym totalny chaos, milion pozaczynanych plików w Wordzie rozsianych po całym dysku :D
OdpowiedzUsuńPiszę zawsze na bieżąco, nigdy nie tworzyłam wpisów na zapas ;)
UsuńMożesz tworzyć wersje robocze w bloggerze, i w odpowiednim momencie opublikować! :)
UsuńGdzie kupiłaś takie świetne notesy? Bo sama rozglądam się za takim z gumką.
OdpowiedzUsuńNotesy podbieram mojemu mężczyźnie, który od czasu do czasu dostaje je w pracy ;)
UsuńU mnie w sprawach szkolnych sprawdza się kalendarzyk, w którym zapisuję sprawdziany, kartkówki itp.
OdpowiedzUsuńMoże dziwnie to zabrzmi, ale szczerze mogę polecić aplikację na androida "kalendarzyk bella" dla dziewczyn, które zapominają o zapisywaniu i kontrolowania swojego okresu. Mi bardzo przypadł do gustu i zaczęłam wreszcie regularnie zajmować się tą sprawą. Polecam także Clean Master'a w celu czyszczenia telefonu z różnych niepotrzebnie zalegających w nim śmieci o których nie mamy nawet pojęcia oraz do ochrony go przed wirusami :)
Ninja jest przeuroczy :D Mogłabym oznakować nim wszystko :) Póki co mam zrobiony przez siebie organizer, ale zapisków w nim nie traktuje jako przymus. Korzystam, kiedy jest nawał rzeczy do zrobienia. Przy leniwych tygodniach nie zapisuje niczego. I też ulegam tej mrzonce, że przecież pomysł na który właśnie wpadłam jest tak genialny, że na pewno go zapamiętam. Godzinę później pamiętam już tylko o tym, że... miałam coś ważnego zapamiętać!
OdpowiedzUsuńIle to ja juz sciagnelam roznych aplikacji na telefon, ipada czy komputer. Wszystko ladne, przejrzyste, kolorowe, a ja i tak wole moj poreczny kalendarz- notarnik. Wszystko razem w jednym miejscu. Jestem wierna tylko jednej rzeczy w telefonie- budzikowi. Reszta kurzy sie po czasie.
OdpowiedzUsuńZauwazylam, ze czym wiecej aplikacji i tych innych gadzetow, tym paradoksalnie mniej bylam zorganizowana, bo nie wiedzialam co i gdzie. Teraz w notatniku/ kalendarzu mam pelno zakladek i wszystko wiem gdzie mam. Jak zabraknie kartek, to dokupuje.
Minimalizm gora :)
Ja podobnie jak Ty jakoś nie potrafię przekonać do elektronicznych organizerów i też mam kilka notesów do różnych spraw. Taka tradycjonalistka ze mnie, ale dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam :D
OdpowiedzUsuńTrzeba obczaić Orzeszka. Próbowałam już kilku takich wspomagaczy, ale zawsze kończyło się na wyłączaniu, bo były DRAŻNIĄCE.
OdpowiedzUsuńNatomiast wykreślanie zadań to super sprawa, ja zapisuję w kalendarzu czynności do wykonania na dany dzień z tickboxami :D.
A teraz bardzo produktywnie poszukam... królików mobilizujących do zadań!
Lubię organizować swój czas, zawsze jak coś zapisuję to mam wrażenie że wszystko jest poukładane i jakoś łatwiej się do tego zabrać, nie ma mętliku w głowie i to jest najważniejsze :D Mam jeden zeszyt w którym zapisuję rzeczy do zrobienia i to się u mnie najlepiej sprawdza, lub robię notatki na pojedynczych kartkach papieru a po wykonaniu zadań po prostu je wyrzucam, tak jest najwygodniej. U mnie sprawdza się od zawsze zasada z umiarem bo w stosie rzeczy i papierzysk po prostu się gubię. A kalendarza nie mam bo podobnie jak Ciebie strasznie mnie denerwował :)
OdpowiedzUsuńJa też jestem z tych wiecznie niezorganizowanych i jeśli mówię sobie - przecież zapamiętam to na 99% zapomnę :)
OdpowiedzUsuńAle notesik pod reków do spisywania pomysłów na bloga to dobry pomysł:)
A slyszalas o technice pomodoro? Ustawiasz sobie zegarek na 20 minit i przez ten czas skupiasz sie na robieniu 1czunnosci.
OdpowiedzUsuńTak słyszałam, ale jakoś ciężko u mnie z wdrożeniem jej w życie :)
UsuńDobry pomysł z tym Orzeszkiem, choć przyznam się, trochę boję się sprawdzić, ile tak naprawdę czasu spędzam przy komputerze : ) a co do adroidowych aplikacji - chyba jestem bardziej nowoczesna, jeśli chodzi i korzystanie z nich, są dla mnie wyjątkowo praktyczne, ale notesami też nie gardzę.
OdpowiedzUsuńAle u Ciebie idealnie z tymi organizatorami ;) Ja wszystko zapisuję na pojedynczych kartkach, które zazwyczaj szybko gubię ;) Ostatnio korzystam z aplikacji Evernote i tam robię notatki na telefonie :)
OdpowiedzUsuńA skąd te piękne naklejki do zaznaczania stron?
OdpowiedzUsuńWszystko jest we wpisie ;)
UsuńTeż korzystałam z Listonica ale jakoś głupio się czułam gapiąc się w ekran telefonu przechadzając się między rzędami półek.
OdpowiedzUsuńTe samoprzylepne króliki są boskie, muszę je gdzieś znaleźć :)
OdpowiedzUsuńMasz pięknego bloga :) zazdroszczę i gratuluję poświęconego czasu i pracy. Nie mogłam się oprzeć by tego nie napisać! :)
OdpowiedzUsuńJestem mistrzem nieładu i nieorganizacji, zgadzam się co do kalendarzy. Myślałam, że tylko ja tak mam, że coś notuję sumiennie przez jakiś czas, a później miesiąc nic. I znów trzeba wracać. Uwielbiam notatniki - w szczególności te ręcznie robione, dzięki temu chce się do nich zajrzeć. Zaczęłam korzystać z tablicy korkowej!
Ściskam,
http://plotkarra.blogspot.com/
Jejku też jestem fanką biurowych pierdółek. Zaznaczniki są prześliczne, sama mam niemałą kolekcję a te króliczki muszę koniecznie mieć! Osobiście korzystam z małego kalendarza, gdzie zapisuję wszystkie najważniejsze urodziny i codziennie przeglądam i wypełniam, inspiracje na bloga zapisuję na komputerze. Uczę się też aplikacji Evernote - zapowiada się bardzo ciekawie!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńJa sama przeszłam już przez pare kalandarzy, które tak jak i w Twoim przypadku zostały szybko rzucone w kąt i zapomniane... Czytając tego posta zdałam sobie sprawę jak wielkim leniem jestem- nawet nie chce mi się zapisywać rzeczy do zrobienia, które oczywiście tak czy tak zapominam ;/
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na część II wpisu i może dałoby się przygotować post o zakupach na ebay i innych zagranicznych tego typu stronach (jak płatności,przesyłka, jak szukać) ?
Po poście z Aplikacjami na tel. również posiadam Listonica, lecz chyba skończyło się to na dwóch wyprawach do sklepu, a aplikacja leży nie używana....
Może coś na temat zmienienia swoich przyzwyczajeń na lepsze ? Typu oczywiście organizacji swego czasu, wskazówki etc. ooo i jak przezwyciężyć lenia ?
Wybacz, za chaotyczność tego komentarza...
Pozdrawiam i czekam na następne wpisy ;)
Aaa moim komuterowym przypominaczem/odwoływaczem do różnych stron,przepisów,tekstów do przeczytania są jedynie Zakładki w przeglądarce i zawsze się na tym kończy ze dodaje,dodaje tam wszystko "ważne" a i tak potem zapominam o tym, szukam potem w wujku google i czyszczę wszystko naraz nawet nie przeglądając.
Usuńa jak masz do zrobienia rzeczy, które musisz zrobić danego dnia? na przykład spakować się, cokolwiek? ja wiem, że to dziwne, ale ja bez zapisania takich rzeczy pewnie bym ich nie zrobiła, stąd zawsze mam spisany, nawet na luźnej kartce, punktowy plan, co muszę zrobić danego dnia. :D
OdpowiedzUsuńUwielbiam kolorowe samoprzylepne karteczki :) Mój kalendarz ma ich mnóstwo nawklejanych :) ale póki co wszystko ogarniam ;)
OdpowiedzUsuńZaczynam się przekonywać do notesu zamiast kalendarza. Pewnie na następny rok będę miała własnie kilka notesów i ewentualnie kalendarz na kilka wpisów na dzień absolutnie koniecznych... na komórce i tak zawsze zapominam zapisać albo sprawdzić. :)
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu Twojego postu mogę śmiało napisać, że jestem totalnym chodzącym nieogarem!!!
OdpowiedzUsuńOd dwóch tygodni siedzę w necie i na każdym możliwym blogu i nie tylko czytam o organizacji czasu, miejsca, myśli. Mam te kolorowe zakładki, które swoją drogą (jestem w szoku) dość często mi się przydają do zaznaczania jakiś ważnych rzeczy, bądź oddzielenia by chociaż w notesie jednej kategorii od drugiej. Założyłam bloga, o którym już informowałam u Ciebie też z czasem chciałabym dojść do takiej perfekcji w pisaniu i prowadzeniu bloga oraz życia jak Ty, czy Alina z DesignYourLife. W pierwszej notce na blogu również wspomniałam że to właśnie dzięki TAKIM blogom jak Wasze czyli WARTOŚCIOWYM, wnoszącym np. chęć zmian w moim życiu powstał mój blog. Mam nadzieję tylko, że jednak z czasem uda mi się małymi kroczkami osiągnąć dany cel.
Pozdrawiam i uśmiecham się mocno do Ciebie ! :-)
w sumie z tym zeszytem na pomysły blogowe to świetna sprawa... Ja najczęściej przed zaśnięciem mam wenę i tyle pomysłów, czasem nawet na całą treść posta... tylko wstać mi się nie chce zapisać... Szkoda, że nie ma jakiegoś urządzona które by zapisywało moje myśli... :)
OdpowiedzUsuńMam tak samo z kalendarzem ... chyba spróbuje również notesu :) Pomysł na zapisywanie blogowych myśli ekstra sprawa , bo czasami mam pomysł w głowie na post i jak wracam do domu to już nie pamiętam . Już wybieram notes i będę próbować działać :)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o telefon, to polecam taką aplikację jak "any.do", bardzo fajna sprawa, prosta w użyciu aplikacja. Jeśli masz jakieś nie wykonane zadanie przypomina Ci o tym. A jeśli ustalisz godzinę, to dzień w dzień będzie pytała o nowe zadania, które masz do wykonania. Aplikacja banalna, ale jaka przydatna. Dzięki niej choć trochę zorganizowałam swoje życie. Chociaż do ideału to jeszcze długaa i kręta droga. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńJa ostatnimi czasy próbuję zapisywać co zjadłam danego dnia, bo próbuję zmieniać nawyki żywieniowe i pilnować pór posiłków, ale idzie mi dosyć kiepsko :P
OdpowiedzUsuńOsobiście korzystam z kalendarza. Przez wiele lat miałam dniowe, które w ogóle się nie sprawdzały. Musiałam przewrócić tonę stron, żeby znaleźć tą upragnioną. Teraz zrozumiałam, że kluczem do sukcesu jest kalendarz tygodniowy :) mam cały tydzień na widoku i dobrze wiem, co kiedy muszę zrobić, aby wyrobić się z terminem :) szczególnie, kiedy jest dosyć napięty grafik. szczególnie w okolicy sesji :)
OdpowiedzUsuńKorzystam też z kolorowych długopisów - każdy rodzaj zadań mam opisany kolorem (dom, uczelnia, praca, narzeczony, spotkania i inne) żeby wiedzieć, nad czym muszę popracować. Nie mówiąc już o optymistycznym aspekcie takiego pisania :)
Próbowałam także małych notatników do zapisywania "wolnolotnych" myśli, bo jak wy wszystkie - też myślę zawsze, że jednak zapamiętam, a tu psikus :) ale po 2 dniach notatnik nagle ginie :)
A co do aplikacji - żadna się nie sprawdziła :) jednak jest ta mała magia w zapisywaniu wszystkiego i dotykaniu zapisanych kartek :)
fajny wpis i ciekawe pomysły :) jak zawsze z resztą. Z mojego doświadczenia i perspektywy wynika że najlepszej organizacji uczy dziecko, co prawda nie mam swojego tylko opiekuję się siostrzeńcem , ale jeśli przy nim jedna rzecz się zawali to potem może się okazać że masz godzinę w plecy :)
OdpowiedzUsuńTen temat mnie wręcz pasjonuje i od lat szukam ciągle nowych rozwiązań. Obecnie jestem na etapie: poza domem telefon, gdzie korzystam z kalendarza i notatek, w domu nanoszę wpisy do kalendarza zwykłego, a do spraw blogowych mam założony oddzielny gruby zeszyt z tematami i harmonogramem wpisów, a także z notatkami do wpisów. Chciałam jak najbardziej ograniczyć liczbę narzędzi (bo był moment, że i w narzędziach zaczynałam się gubić), ale już bardziej się nie da :-)
OdpowiedzUsuńuwielbiam takie gadżety :D !
OdpowiedzUsuńDzięki, że poruszyłaś ten temat. Byłam bardzo ciekawa jak organizujesz swój czas. Alina z Design Your Life tak bardzo mnie zafascynowała swym organizerem, że postanowiłam stworzyć swój. Penie i tak moja przygoda z planowaniem skończy się po miesiącu, ale chcę spróbować.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
myśli usystematyzowane dziękuję !
OdpowiedzUsuńU mnie wygląda to podobnie małe samo przylepne ogarniacze torebkowy notesik a do tego duży kalendarz, który oprócz swojej funkcji klasycznej pełni rolę notesu
OdpowiedzUsuńJa też ciągle szukam najlepszego dla siebie rozwiązania. Obecnie mam gruby dniowy kalendarz, większy i mniejszy notes i w telefonie aplikację "Doit", która znacznie ułatwiła mi ostatnio życie, no i zwykłe notatki w telefonie. A jeszcze do tego masę walających się wszędzie kartek i karteczek z zapisanymi różnymi rzeczami. Najwięcej mam ich włożone za okładkę kalendarza i już się wysypują :D Tylko nie moge znaleźć lepszego miejsca dla tych informacji ;) Tak się zastanawiam czy w moim przypadku rezygnacja z kalendarza też by nie pomogła... Dziękuję za ten post, zmusi mnie do ulepszenia mojego systemu organizacji czasu ;)
OdpowiedzUsuńJa też korzystam głównie z notesów, kalendarza nie mam ;)
OdpowiedzUsuńOj... mnie ostatnio chaos pokonuje. Mam za dużo rzeczy na głowie i nie umiem ich sobie poukładać. Od zawsze pomagał mi kalendarz, ale... on jest strasznie ciężki (przy moim milionie ciężkich rzeczy, które muszę nosić codziennie). Muszę go czymś zastąpić... a tak uwielbiam kalendarze. Przepiękne gadżety papiernicze :D Zakładka ninja miażdży!
OdpowiedzUsuńMiałam problem z organizacją czasu i pamiętaniem o tym co mam zrobić. Gotowe kalendarze mają dla mnie za mało miejsca, nie mogę sobie w nich rozpisać zajęć na każdy tydzień, są za ciężkie i nieporęczne. Zrobiłam sobie swój własny kalendarz-organizer idealnie dopasowany do mnie, z okładką zaprojektowaną przez mnie. Kartki, które są mi zbędne wyrywam, a że kalendarz jest na kółeczkach to nadal wygląda ładnie, bo przecież to tez się liczy :) Polecam więc zrobić sobie swój własny przy takich umiejętnościach graficznych,mi nie zajęło to wiele czasu a na pewno nie jestem tak dobra w grafice jak Ty:) Już wiele osób chciało taki sam, dla mnie gadżeciary taki gadżet jest idealny. U mnie w ogóle nie sprawdzają się organizery na telefonie i komputerze...
OdpowiedzUsuńJa używam tradycyjnego kalendarza ale ciągle jestem na etapie poszukiwania tego idealnego. Poza tym używam skoroszytu do spisywania pomysłów na posty oraz przylepnych karteczek które najczęściej wędrują na monitor komputera. Takim pomagaczem w organizacji czasu jest u mnie również tablica korkowa gdzie mam zamieszczony kalendarz, terminy zjazdów i plany zajęć.Dzięki temu widzę co czeka mnie w danym miesiącu.
OdpowiedzUsuńZobaczyłam te nalepki i się zakochałam! Ja również muszę zamówić je na E-bay'u :)
OdpowiedzUsuństaram się dużo notować, ale jeszcze nie jestem w tym temacie w pełni zmobilizowana
OdpowiedzUsuńa Twój króliczek spodobał się także mi