O moim przełamywaniu lodów w kwestii poznawania nowych ludzi, wspominałam Wam przy okazji wpisu o realizacji moich noworocznych postanowień. Chwilami sama nie wierzę w to jak bardzo zmieniło się moje podejście do tych spraw. Kilkanaście miesięcy temu na samą myśl o spotkaniu z kimś, kogo nigdy wcześniej nie widziałam, miałam tysiąc powodów, by sobie to wyzwanie odpuścić. Dziś poznaję fantastyczne osoby i rozmawiam z nimi tak, jakbyśmy znały się od lat, a na samą myśl o moich apokaliptycznych wizjach z tym związanych, chce mi się śmiać. Na powyższych zdjęciach możecie podejrzeć spotkanie z Natalią z bloga Jest rudo oraz nasze poranne spiskowanie z Aliną z Design your life. Takie spotkania dają tyle pozytywnej energii, że kawa i wszystkie energetyki razem wzięte wymiękają.
Przełamuję się nie tylko w kwestii spotkań, walczę również z "niechcęmisizmem", który jakiś czas temu rozpanoszył się nieproszony w moim życiu. Pisałam Wam jakiś czas temu o mojej walce z wymówkami oraz moich sposobach na nie. Udało mi się nawet namówić kilka osób, by do mnie dołączyły, z czego strasznie się cieszę. W zeszłym tygodniu w ramach prób wychodzenia ze strefy komfortu odwiedziłam festiwal kulinarny Menufaktura w Katowicach. Zawsze czytałam opisy tego typu wydarzeń z myślą "O, jak fajnie byłoby się w takie miejsce wybrać", a potem znajdowałam dziesiątki powodów, by odłożyć to na moje ulubione "kiedy indziej". Tym razem dałam się jednak namówić przyjaciółce, zabrałam również mojego naczelnego głodomora i wyruszyliśmy do Katowic. Od ilości pysznego jedzenia można było dostać oczopląsu. Zjedliśmy burgera, dopełniliśmy go pysznymi wypiekami, a do domu wróciliśmy z zapasem truskawkowo-cynamonowego dżemu. Mam nadzieję, że to dobry wstęp do częstszego korzystania z atrakcji regionu.
Ruszyły wyprzedaże. Właściwie to myślałam, że nie wzruszy mnie to jakoś szczególnie, bo naszym promocjom zawsze było daleko do zagranicznego szału, ale dałam się namówić siostrze na małe zakupy i... popłynęłam. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się obkupiłam. W ostatnich miesiącach wyjście z galerii handlowej z jedną rzeczą było zakupowym sukcesem, a tym razem było ich zdecydowanie więcej. I wiecie co? Udowodniłam sobie, że nie zawsze powinnam trzymać się moich złotych zakupowych rad. Punkt drugi przestał być wiarygodny, po tym jak trafiłam w końcu na bluzkę bez rękawów, w której wyglądam jak człowiek! Chyba pora zmienić go na "Szukaj, szukaj i jeszcze raz szukaj (ale z umiarem)". Kupiłam również trencz, którego właściwie nie potrzebowałam, ale tak mnie zauroczył, że zwyczajnie nie mogłam go odłożyć na półkę. Płaszczy nigdy dość, prawda? No powiedzcie, że tak ;)
Zakupy dopełniłam koszulą idealną na panujące ostatnio "ni ciepło, ni zimno" i powiększeniem bieliźnianej artylerii. Z kolei kilka dni temu zaopatrzyłam się w moje pierwsze spodnie... no właśnie, jakie? Spotkałam się już z: alladynkami, haremkami, pumpami, a mój R. nazywa je po prostu "tymi piżamowymi". W każdym razie, jakkolwiek by ich nie nazwać, są od jakiegoś czasu moimi ulubionymi spodniami na ciepłe dni. W planach mam jeszcze zaopatrzenie się w jakieś beżowe spodnie, bo dżinsu w mojej szafie już zdecydowanie zbyt wiele. A wy kupiłyście już coś na wyprzedażach?








też się ostatnio obkupiłam,ale jeszcze przed wyprzedażami ..
OdpowiedzUsuńale jutro lub po jutrze mam zamiar to nadrobić bo niedługo mam wyjazd i wszystkiego brakuje ;)
Kurcze Paula, szczerze mówiąc nie widzę najmniejszego sensu tego typu postów jeśli prezentujesz w nich w większości (ba, jeśli nie wyłącznie) które czytelnicy mogą zobaczyć na instagramie i fanpage'u... Fajnie by bylo jakbys jednak przygotowala zdjęcia które wprowadzą coś nowego, bo obecnie to te notki wyglądają jak zapchajdziury. Ech, nie odbierz tego źle, bo bardzo lubię Twojego bloga. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńNa Instagramie obserwuje mnie zaledwie dwa tysiące osób, zdecydowana większość czytelników nie ma dostępu do tych zdjęć, stąd też ich dublowanie. Wybieram te, o których chcę opowiedzieć Wam coś więcej i tego typu wpisy cieszą się dużą popularnością. Rozumiem doskonale, że dla osób, które skupiają się na oglądaniu zdjęć, nie na treściach i dodatkowo obserwują mnie na Instagramie, może to nie być atrakcyjna forma wpisów, ale można przecież śmiało je omijać :)
UsuńJa oglądam i na Instagramie i na blogu, przy okazji także CZYTAM. Mnie to wcale nie przeszkadza. Paula, rób dalej swoje!:)
Usuńmi też to nie przeszkadza, tym bardziej, że tu można przeczytać twoje "trzy grosze"... :)
Usuńa ja na instagrama nie wchodze bo i nie mam konta zeby komentowac. Bardzo fajne takie wpisy. No i zazdroszcze udzialu w festiwalu kulinarnym, jak ja chetnie bym sie na cos takiego wybrala.No coz u nas wyprzedaze dopiero beda od srody, pewnie znowu kupie kilka niepotrzebnych ubran, ale takie to uroki wyprzedazy.
UsuńŚwietna ta bluzka bez rękawów! A klasyczny trencz na pewno Ci się przyda, pasuje zawsze i wszędzie :) ja właśnie kończę moją nieszczęsną magisterkę i w nagrodę, że udało mi się dobrnąć do końca mam zamiar wyruszyć na zakupowe łowy w najbliższym tygodniu :)
OdpowiedzUsuńJa też zawsze nagradzałam się zakupami w czasach egzaminów, kolokwiów i pisania prac dyplomowych ;)
UsuńJa sie chyba po dzisiejszym egzaminie nagrodze chipsami, ale tymi tradycyjnymi niezdrowymi :D
UsuńByłam na Manufakturze i potwierdzam pysznie było:) za tydzień podobne wydarzenie: https://www.facebook.com/events/1500137000204379/?ref_dashboard_filter=calendar w Dolinie 3 Stawów.
OdpowiedzUsuńO, fajnie wiedzieć :)
UsuńA ja muszę się pochwalić, że też wyszłam ze swojej strefy komfortu i spotkałam się w końcu z koleżanką, którą poznałam w sieci. Super sprawa!! Odkładałam to tak długo a teraz zupełnie nie wiem czemu to robiłam :D
OdpowiedzUsuńZakupy super, płaszczyk jest cudowny. To Stradi? Podobał mi się jakiś czas temu, ale cena mnie odstraszyła. Zdradzisz na ile go przecenili?
To super, pękam z dumy! Ja również z reguły zastanawiam się czego tak bardzo się bałam i co mnie powstrzymywało, skoro to takie proste :) Tak, płaszcz jest ze Stradivariusa, był przeceniony na 99zł z groszami.
UsuńTo ten?http://www.stradivarius.com/webapp/wcs/stores/servlet/ProductPage?storeId=54009574&langId=-22&catalogId=50109551&categoryId=1046620&productId=3805504&colorId=430 Na stronie jest za 179...
UsuńJa kliknęłam kilka podstawowy, zwykłych koszulek do spódniczek.
OdpowiedzUsuńA płaszcza zazdroszcze, bo mój jeden mega zniszczony, a nic ciekawego nie wpadło mi w oko:(
Fajny płaszczyk, ale ja zamierzam wyprzedaże ominąć szerokim łukiem. Moja Szafa Minimalistki raczej przeżyje w najbliższym czasie odchudzanie :).
OdpowiedzUsuńDokąd sięga Ci ten płaszczyk i ile masz wzrostu :)? :D
OdpowiedzUsuńMam 178cm wzrostu i płaszcz sięga mi za pupę ;)
UsuńJa też czuję magię spotkań blogerskich, ale też z tych czytelnikami. Blogosferę tworzą mega fajni ludzie ;-)
OdpowiedzUsuńPoznawanie nowych ludzi to największa zaleta blogowania! Tyle nowych znajomych ilu mam przez dwa lata w blogosferze nie poznałam chyba przez całe życie :)
OdpowiedzUsuńwięcej takich spotkań, życzę :)
OdpowiedzUsuńJaka śliczna bluzka w kropeczki! Ostatnio też staram się wychodzić ze strefy komfortu i walczyć z "nie chce mi się" i nawet się udaje (przynajmniej czasem :D)
OdpowiedzUsuńjak patrzę na te pysznie wyglądające jedzonko, to sama robię się głodna ;)
OdpowiedzUsuńBardzo lubię oglądać posty tego typu.
OdpowiedzUsuńA na wyprzedażach upolowałam już spodnie boyfriendy: kolejne!
bluzeczka w kropeczki mnie urzekła :)
OdpowiedzUsuńPrzeglądając Twoje wpisy wyczytać można, że jesteś ze Śląska. Mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy skąd dokładnie? Katowice, Gliwice, Rybnik, Zabrze, a może jakieś mniejsze miasto? ;> Pytam z czystej ciekawości, ponieważ sama jestem ze Śląska :)
OdpowiedzUsuńMieszkam w Tychach ;)
UsuńMniam, mniam, ten burger wygląda smakowicie! Eh, tylko smaka narobiłaś.Trencz piękny jak już pisałam, a co do tych fajniutkich spodni - zawsze jak widzę kogoś w nich to lecą komplementy, ale sama jeszcze nie miałam okazji sobie takich sprawić, chyba będę musiała ruszyć na sklepy...
OdpowiedzUsuńTeż chciałabym poznawać więcej ludzi i wychodzić ze swojej strefy komfortu. Pracuję nad tym. Bardzo chętnie wybrałabym się na taki festiwal kulinarny :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam stronę graficzną Twojego bloga, w każdy post jest pod tym względem dopieszczony w każdym calu :) Muszę opowiedziec Ci pewna historię :) Dzisiaj okolo godziny 11 siedziałam w swoim samochodzi i jak zawsze - słuchałam radia, które ma swoja rozgłośnię w moim mieście -Wieluniu :) W tych godzinach w poniedziałki leci pewien cykl "Słowo o słowie", profesora Bralczyka. Czemu o tym piszę? Otóż, jedna z czytelniczek zwróciła się do niego z problemem, otóż, przeczytała na jednym z blogów o milczących fryzjerach (skojarzyłam wtedy, że to twój wpis, ponieważ lubię Cię czytać, więc utkwiło mi to w pamięci) pojawiło się stwierdzenia: "lakonicznej pogawędki", owa czytelniczka jeśli dobrze pamiętam Magdalena - zwróciła się do profesora z zapytaniem, czy tego typu stwierdzenie ma prawo bytu. Profesor odpowiedział, że są to dwa przeciwstawne stwierdzenia, bowiem lakoniczny - czyli oszczędny w słowach, krótki, zwięzły natomiast pogawędka jest dłuższą swobodną, towarzyską rozmową. Profesor Bralczyk wypowiedział swój długi monolog na ten temat kończąc tym, że uznał, ze nie wiedziałaś tak naprawdę, co piszesz, bądź użyłaś tych słów w związku ze sobą nieświadomie.
OdpowiedzUsuńNie piszę tego, aby Cię urazić, zwrócić Ci uwagę, czy wytykac błędy, nie, po prostu chciałam Ci powiedzieć, że Twój blog jest tak popularny, że już nawet w radiu o Tobie mówią :D Jednak dobrze skojarzyłam fakty, bo jak dojechałam do domu to od razu weszłam na Twój blog, odszukałam wpis o cichym fryzjerze i faktycznie, jest to stwierdzenie :D
Niby szczegół, ale zapadł w pamięć :)
Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paula :)))))
Profesor Bralczyk pewnie zabiłby mnie za to co zaraz napiszę, ale... "zrobiłaś mi dzień" tym komentarzem! :D
UsuńDzięki za podzielenie się historią :)
Nie ma sprawy, musiałam Ci to napisać - inaczej bym nie zasnęła :))))
UsuńO moje dwie ulubione blogerki! Życzę wytrwania w postanowieniu i więcej spotkań. Czasem przez takie głupie wymówki potrafimy przepuścić grubą rybę płynącą tuż obok.
OdpowiedzUsuńYay ten trencz jest przeboski
OdpowiedzUsuńA z sukienką maxi się udało? Jeju, zazdroszczę Ci tych wszystkich spotkań! ;)
OdpowiedzUsuńubrań nigdy za mało a ja ostatnio mam ochotę na buty i torebki
OdpowiedzUsuńi poluję na długą sukienkę maxi :)